13 stycznia 2017

"Tajemny Ogień"






 Da się wciągnąć czytelnika w akcję książki od pierwszej strony? Da się!

"- O co chcesz się założyć na chwilę przed śmiercią? - warknął Antoine.
Sacha sięgnął do kieszeni i wyjął telefon.
- Przede wszystkim musisz go potrzymać - oznajmił. - Mama kupiła mi nową komórkę i zabije mnie, jeśli ją uszkodzę.
Antoine zamachał pistoletem.
- W dupie mam twoją...
- Cii. - Sacha postukał palcem wskazującym w usta. - Nie przeklinaj. Jeszcze nie skończyłem. W ramach zakładu weźmiesz telefon. Potem skoczę, skoro naprawdę chcesz. Ale nie zginę, tylko wstanę i pójdę do domu. Kiedy to zrobię, oddasz mi telefon, darujesz wszystkie długi i dasz pięćset euro za fatygę. - Zakołysał się na piętach, śmiało patrząc Antoine'owi w oczy. - Umowa stoi?"

 Czy wy też uwielbiacie ten arogancki i zdecydowanie zbyt pewny siebie typ chłopaka w książkach? Ze stron aż wylatuje testosteron! Jak się tu nie zachwycić już na pierwszych stronach?
 Ale powoli i od początku.
 C.J. Daugherty, pisarka, do której żywię ogromny szacunek za serię Wybranych, o których być może kiedyś będzie jeszcze mowa, wraz z Cariną Rozenfeld pokazują nam swój talent pisarski w "Tajemnym Ogniu".
 Uwielbiam narrację trzecioosobową, która jest tu użyta. Przy pierwszoosobowej narracji często się nudzę chyba, że jest to perspektywa męskiego bohatera co rzadko się zdarza niestety. Tutaj możemy poznać odczucia głównej bohaterki i głównego bohatera, a dokładniej Taylor i Sachy.

Drogi Sacho,
nazywam się Taylor Montclair i jestem licealistką z Anglii. Dostałam Twoje dane od nauczyciela francuskiego. Podobno mam Cię uczyć angielskiego. Jeśli ci to pasuje, możemy zacząć w niedzielę. Na początku chyba powinniśmy razem przeczytać książkę po angielsku. Wybierz coś, co Ci się podoba. Oczywiście, nie może to być nic trudnego.
Z pozdrowieniami
Taylor Montclair

 Taylor mieszka w Anglii. Sacha we Francji. Trzeba przyznać, dzieli ich niemały kawałek drogi.
 A jednak przeznaczenia nie oszukasz. On jest trzynastym synem, ona trzynastą córką. Oboje mają niecodzienne zdolności, zawiłą historię rodziny i szansę na uratowanie świata.

"- Ale z ciebie mięczak. - Tom wydawał się zirytowany. - Nigdy nie chcesz się zabawić, tylko się uczysz.
Obolała Taylor zapatrzyła się na niego. Naprawdę nie dostrzegł jej cierpienia? Wspominała mu o bólach głowy, jednak zupełnie nie zwrócił na to uwagi. Interesowało go wyłącznie rugby.
- Dzięki za wsparcie, Tom - burknęła ironicznie."

 Próbowałam nie lubić Taylor. Naprawdę próbowałam, bo jest tym typem dziewczyny, który użala się nad sobą dość często, a to nie jest materiał na moją faworytkę, a jednak... No nie mogę jej też znielubić. Jest ona typowym kujonkiem przyjaźniącym się z popularną dziewczyną, której odrabia prace domowe. Ale ma coś w sobie. Może to przez to jej uwielbienie do książek? Ktoś kto lubi czytać nie może być zły!
 Po skończeniu "Tajemnego Ognia" mam do niej nadal neutralny stosunek, ale pokładam w niej wielkie nadzieję w "Tajemnym Mieście", kolejnej części tej historii. Trzymam za Ciebie kciuki Taylor!

"Nie bądź niemądra. Mogę umówić się z Paulem, kiedy zechcę. Dlaczego nie powiedziałaś, że znów cię dopadł ten ból głowy? Chodź. - Objęła Taylor i poprowadziła ją po chodniku. - Odstawię cię do domu."

 Wspomnianą przyjaciółką Tay jest Georgie. Nie jest ona zbyt często pojawiającą się postacią drugoplanową w książce, przynajmniej po rozpoczęciu się prawdziwej akcji, ale chciałabym o niej wspomnieć i przyznać się do błędu.
 Georgie jest rzeczywiście popularną dziewczyną, która prawdopodobnie jest głupia jak but. Jest wkurzająca dla mnie i podejrzewam, że dla większości społeczeństwa również, ale czasem, na co zwróciłam uwagę po pierwszej ocenie, potrafi być dobrym wsparciem. Kojarzy mi się ona z Charlotte, przyjaciółką bohaterki bajki "Księżniczka i żaba". Egoistyczna, ale ma przebłyski opiekuńczości.

"Nie rozmawiali od tamtej pogawędki na czacie, którą odbyli kilka dni wcześniej, ale Taylor nie mogła o nim zapomnieć. Okazał się zupełnie inny, niż się spodziewała. Poza tym podobał jej się jego uśmiech. Przy Sachy czuła podenerwowanie, którego nie rozumiała. Ale pociągało ją to uczucie."

 Sacha, Sacha, Sacha... Gdyby, nie to, że moje serce jest zajęte miałbyś spore szanse!
 Niebezpieczny, arogancki i zbyt pewny siebie, jak już wspominałam na początku. I zdecydowanie ma w sobie to "coś".
 Szkoda tylko, że ma niedługo umrzeć. Tak przynajmniej mówi przepowiednia. A po jego śmierci nastąpi koniec świata. Tak w skrócie.
 Na szczęście główny bohater ma w sobie na tyle dużo werwy, aby w odpowiednim momencie się ogarnąć i postanawia zawalczyć o swoje życie!

"Ziemia zbliżała się ku niemu tak szybko... Za szybko.
Ścisnęło mu się serce. Odruchowo obrócił się w powietrzu, jakby chciał zwolnić, zatrzymać się.
A potem uderzył w beton.
Jakby z wielkiej oddali usłyszał chrzęst łamanych kości. Krzyczałby, gdyby mógł.
A potem, przez krótką sekundę, nie było nic.
Zapanował spokój."

 Rzecz jasna nie może być tak, że przepowiednia jest jedynym wrogiem. Skądże! Byłoby za spokojnie, gdyby w całej książce chodziłoby tylko o ściągnięcie klątwy. Czemu nie wprowadzić jeszcze czegoś?
 Co śmieszne, mimo wprowadzonego zamieszania czytelnik się nie gubi. Książka nie wydaje się też przesadzona. Jest idealna.

"Pochylił się i pocałował ją w oba policzki. Była wyraźnie zaskoczona, a zakłopotany Sacha wyprostował się pośpiesznie. Przypomniał sobie, że Anglicy raczej nie całują się na powitanie tak jak Francuzi. Mogła sobie coś pomyśleć.
A może chciałby, żeby coś sobie pomyślała?"

 Co do wątku romantycznego...
 Jest go zdecydowanie za mało!
 Zadziwia mnie moje uczucie niedosytu, bo te "słodkie" momenty co chwile gdzieś się przeplatają, ale nie są one hmmm... wyraziste. Fabuła głownie skupia się na akcji. Nie szkodzi to oczywiście książce ani trochę, ale szkodzi mnie, bo ja tylko czekałam na te ich "słodkości"!

"- Cieszę się, że żyjesz.
- Ja też. - Jak najlżej, żeby nie zauważyła, musnął wargami jej włosy, wdychając ich zapach."

 Więcej Sachy i Taylor! To moja największa nadzieja na nową część.
 Kolejna bohaterka drugoplanowa, o której chcę wspomnieć to Louisa, jednak ona całkowicie zdobyła mój głos.

"- Co tu robisz? - zapytała Taylor.
Louisa popatrzyła na nią z niedowierzaniem.
- Zawsze zadajesz głupie pytania? - spytała. - A może to ja cię prowokuje swoją błyskotliwą osobowością?"

 Mój mentor i mój mistrz. Liczę głęboko, że będzie gdzieś wspomniana dokładniej jej historia, bo szczerze jej postać mnie zafascynowała. Chociaż może to być po prostu wykrycie bratniej duszy. Jej wredna osobowość przyciąga moją złośliwość :') I ma ona zdecydowanie dobry wpływ na Taylor!

"- Tak wygląda zwiastun?
Louisa skinęła głową.
- Odrażający sukinsyn, nie? - odpowiedziała pytaniem.
- Jasna cholera. - Taylor odchyliła się na krześle.
- Ależ panno Taylor Montclair, niedościgniony wzorcu cnót wszelakich. Czyżbyś zaklęła w miejscu publicznym? - ucieszyła się.
- Zamknij się, Louisa.
- Przy mnie jeszcze wyjdziesz na ludzi - odparła Louisa ze śmiechem."

 Podsumowując...
 "Tajemny Ogień" wciąga od pierwszej strony, a okładka mówiąca o akcji pędzącej jak rollercoaster nie kłamie ani trochę. Postacie są świetnie wykreowane, nie da się ich nie lubić. Niesamowita fabuła sprawia, że po prostu musisz sięgnąć po kolejną część!
 C.J. Daugherty jeszcze mnie nie zawiodła, a Carmen Rozenfeld lubię coraz bardziej.

"- Potrzebuję twojej pomocy - dodał nauczyciel głośniej, przedzierając się przez mgłę w jej umyśle. Jego głos był pełen napięcia, jakby pan Finlay dźwigał coś ciężkiego. - Musisz go natychmiast uwolnić.
- Nie wiem jak - wyszeptała."

"Tajemny Ogień" dostaje ode mnie 9 śnieżnobiałych piórek.

Niedługo recenzja "Tajemnego Miasta"!

Wiki

7 stycznia 2017

"Podziemia Veniss"

Veniss...
Czym jest Veniss?
Szczerze?
Nie mam bladego pojęcia!

Pisząc to, siedzę przy biurku z kubkiem gorącej mięty, stukam powoli w klawisze i zastanawiam się co mnie do cholery podkusiło żeby sięgnąć po tę książkę.
Jak to się stało, że do mnie trafiła? Nie wiem. Dlaczego zdecydowałam się ją przeczytać? Tego też nie wiem. Ale wiem, że do tej pory żadna książka mnie tak nie zszokowała i żadna nie zrobiła mi... (no bądźmy szczerzy i nazwijmy rzecz po imieniu) sieczki w głowie.
Czytelnikom "Podziemi Veniss" odradza się przyjmowanie podczas lektury środków halucynogennych. Nie będą potrzebne...
Właśnie takie ostrzeżenie ujrzymy na tylnej okładce książki. Intrygujące, a zarazem niepokojące, prawda? I powiem wam, że jak najbardziej trafne! Po przeczytaniu Podziemi Veniss moja wyobraźnia po prostu się przegrzała.
Cała książka jest tak przedziwną konstrukcją, że w sumie nie bardzo wiem jak ująć w słowach to co czuję. Mam mętlik w głowie, a moje nocne marzenia senne stały się conajmniej niepokojące.
Powiem jedno: Jeff przegiął... zdecydowanie.
- Jest silniejsza od ciebie, prawda? - spytał i rzucił szybkie spojrzenie ognistych oczu, lśniących w zrujnowanym obliczu.
- Tak, to ona mnie niesie.
Nieznajomy skinął głową.
- Powinieneś usiąść. Powinieneś ją położyć. Nazywam się Candle, jestem księdzem.
- Dziękuję. Nazywam się Shadrach Begolem.
Tak, mniej więcej, wyglądają wszystkie dialogi w Podziemiach Veniss... dziwaczne.
Całość jest podzielona na trzy części, a każda z nich jest opowiedziana przez inną osobę: Nicholasa, Nicolę oraz Shadracha. Spotkamy się tu również z różnymi formami narracji. Analogicznie w pierwszoosobowej, drugoosobowej, i trzecioosobowej. Czy wyszło to na dobre książce? W moim odczuciu nie bardzo. Z tego, i tak już niezłego bałaganu, stworzył się po prostu chaos.
W całej książce nie znajdziemy także za wiele ze świata, który znamy. Są tu psychowiedźmy, holoartyści i tajemniczy potężny Quin.
Czytając Podziemia Veniss miałam wrażenie, że Jeff miał jakiś pomysł, potem dziwny sen, majaki oraz halucynacje, a wszystko co zobaczył "wrzucił do jednego wora" i opisał... Tak moi drodzy powstała ta książka.
Otworzył oczy i spojrzał w ciemność. Był gotów na śmierć, czekał na początek życia po życiu.
A ja czekam na powrót mojego życia, po przeczytaniu tego dziwnego tworu jakim są Podziemia Veniss.

Nie wiem co jeszcze mogłabym dodać, bo po prostu jestem w szoku jak można stworzyć coś tak, w moim odczuciu złego, a jednocześnie tak mocno działającego na wyobraźnię. Bo nie oszukujmy się, książka jest napisana źle i bardzo trudno się ją czyta. Zbyt dużo kombinowania, zbyt wiele naraz. Myślę, że pomysł był dobry. Jednak Jeff sobie z nim nie poradził, zmarnował szansę.

Podziemia Veniss otrzymują ode mnie 4 białe pióra.
Sylwia