11 listopada 2016

"Uratuj mnie"




Listopad prócz zimna, kolorowych liści i litrów deszczu niesie ze sobą również moje osobiste święto, a co za tym idzie góry książek! W tym też w moje zachłanne rączki wpadła pierwsza część serii "The Last Regret", a dokładniej "Uratuj mnie" autorstwa Anny Bellon, które swoje początki miała na znanym już większości książkoholikom Wattpadzie gdzie osiągnęła ponad milion odsłon. Po jej przeczytaniu nie mogę się dziwić skąd tak wielkie zainteresowanie.

"Usłyszałem śpiew dochodzący zza uchylonych drzwi sali muzycznej. Poczułem ciarki na plecach, gdy podszedłem bliżej, a głos dziewczyny stał się jedynym dźwiękiem, który docierał do moich uszu."

Książka opowiada o dwójce młodych ludzi - jak to w New Adult - którzy próbują odnaleźć się w tym dziwnym świecie. Głowna bohaterka, Maia, od długiego czasu rozpacza po śmierci brata. Pogrążona w swoim bólu i żałobie, odcina się od wszystkich przyjaciół. Cały czas wolny spędza czytając książki i słuchając swoich ulubionych zespołów.
Dziwnym zrządzeniem losu ten sam gust muzyczny ma również Kyler, nowy uczeń w jej szkole, który po bliższym poznaniu dziewczyny, postanawia zawalczyć o ich znajomość i z czasem przebija się przez mur, który Maia wzniosła wokół siebie.
Jak się można domyślić życie ich obojga zmienia się o sto osiemdziesiąt stopni.

"A później nauczyłam się wszystkiego od nowa. Pojawił się ktoś, kto przebił się przez wzniesiony przeze mnie mur. Wziął go szturmem i nie pozwolił mi się z powrotem za nim schować. Wszedł w moje życie, śpiewając lekko zachrypniętym głosem o dziewczynie ulotnej jak papierosowy dym."

Kyler, a także Maia, po części zmuszona, dołączają do zespołu rockowego - The Last Regret - który zostaje założony przez ich nowych znajomych. Kolejne części serii zapewne będą właśnie o nich i nie mogę się doczekać dalszych losów tej gromadki, a szczególnie jednego gitarzysty...

Co bardzo mi się podoba w "Uratuj mnie" wątek romantyczny nie jest na początku aż tak oczywisty. Mam na myśli, że nie jest to opowieść o "błyskawicznej miłości" jak grom z jasnego nieba, tylko o tym bardziej realistycznym uczuciu, które rodzi się z czasem. Mimo iż jest to powieść, która opowiada o wielu bolesnych rzeczach, cieszy mnie fakt, że nie jest ona dramatem. Są w niej sceny, które mogą wzbudzić rozbawienie i wywołać uśmiech na twarzy.

"-Dziękuję - wyszeptałam, opierając swoje czoło o jego i wpatrując się w jego błękitne oczy, w których widziałam radość (...).
-Za co?
-Za uratowanie mnie."
Bardzo przyjemnie się ją czyta, osobiście połknęłam ją w jeden dzień, ale nie ma się co dziwić, bo uwielbiam wszystko co zawiera w sobie miłość i genialnych bohaterów (zarówno tych pierwszo jak i drugoplanowych). Gorąco polecam jeśli szukacie czegoś wciągającego na weekend i tak jak ja jesteście miłośnikami romansów.

Dzięki cudownemu bohaterowi drugoplanowemu, który podbił moje serce, "Uratuj mnie" dostaje ode mnie 8 białych piór.


Wiki

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz