6 listopada 2016

"Uwikłanie"


Korzystając z przywileju, jakim był długi weekend, pozwoliłam sobie świętować Halloween w jeden z najbardziej przyjemnych sposobów. Nikogo nie zdziwi fakt, że sięgnęłam po kolejny kryminał. Tym razem padło na „Uwikłanie” Zygmunta Miłoszewskiego, pierwszą część z trylogii o wybitnym prokuratorze Teodorze Szackim. Historia w niej opisana wzbudziła we mnie, jak zwykle w przypadku książek Miłoszewskiego, różnorodne, często przeciwstawne emocje.

Rok 2005, chłodna czerwcowa niedziela, idealny dzień na spędzenie go z rodziną. Nie dane jest to jednak dzielnemu, warszawskiemu prokuratorowi, który zostaje wezwany do nowej sprawy. Oczekując przestępstwa podobnego do większości do tej pory mu znanych – bijatyk zawziętych wyznawców melin zakończonych zabójstwami dokonanymi przez nieświadomych swoich czynów uczestników jatki, nie spodziewał się, że trafi na morderstwo z przyrządami kuchennymi w roli głównej i wnikliwą psychoanalizą w tle. Szacki dostaje w prezencie czworo podejrzanych, troje pacjentów i ich błyskotliwego lekarza, próbującego leczyć swoich podopiecznych przy pomocy niekonwencjonalnej terapii grupowej. Każdy z nich, w magiczny sposób, w czasie sesji przyjmuje emocje, myśli i zachowania członków rodziny drugiej osoby. Tylko czy ta metoda naprawdę działa? I czy żaden z pacjentów nie poczuł impulsu płynącego ze świadomości człowieka, którego rolę odgrywa, nakłaniającego go do karygodnego i makabrycznego czynu? Czytelnik w oczekiwaniu na odpowiedzi na postanowione pytania niejednokrotnie może się zadziwić, jakimi torami potoczy się historia. Daje nam zarówno dreszczyk emocji, jak i możliwość prowadzenia własnego, prywatnego śledztwa.

Ależ oczywiście samym wątkiem morderstwa żaden z nas nie byłby usatysfakcjonowany! W książce nie brakuje kwitnącego sarkazmu Szackiego, ciętych żartów policjanta Kuzniecowa i całkiem… ciekawych dialogów pomiędzy głównymi bohaterami. Godne podziwu są umiejętności pisarza, lekkość z jaką opisuje wydarzenia, przyciągając uwagę, nie nudząc mętnymi, długimi zdaniami, a zaskakując kolejnymi zwrotami akcji.

Przytoczony już na pierwszej stronie książki cytat Berta Hellingera „Nie ma złych, są tylko uwikłani” szybko znajdzie swoje odzwierciedlenie w opowieści Miłoszewskiego. Książka zasługuje na kilka, owocnie spędzonych nad nią, godzin.

Jako że jest to pierwsza recenzja na naszym blogu, pragnę Was poinformować o sposobie oceny recenzowanych przez nas dzieł. Każdy tytuł zostanie oceniany w skali od jednego do dziesięciu białych piór. Ich liczba zadecyduje o miejscu danej książki w rankingu tworzonym jako podsumowanie czytelniczego miesiąca. Będziemy wytrwale szukać, aż odnajdziemy prawdziwego białego kruka, który zadziwi niejednego z was!
Moja ocena „Uwikłania”: 8 pięknych białych piór!



Autorka recenzji: Marta


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz