Korzystając z przywileju, jakim był długi weekend, pozwoliłam sobie świętować Halloween w jeden z najbardziej przyjemnych sposobów. Nikogo nie zdziwi fakt, że sięgnęłam po kolejny kryminał. Tym razem padło na „Uwikłanie” Zygmunta Miłoszewskiego, pierwszą część z trylogii o wybitnym prokuratorze Teodorze Szackim. Historia w niej opisana wzbudziła we mnie, jak zwykle w przypadku książek Miłoszewskiego, różnorodne, często przeciwstawne emocje.
Rok 2005, chłodna czerwcowa niedziela, idealny dzień na
spędzenie go z rodziną. Nie dane jest to jednak dzielnemu, warszawskiemu
prokuratorowi, który zostaje wezwany do nowej sprawy. Oczekując przestępstwa
podobnego do większości do tej pory mu znanych – bijatyk zawziętych wyznawców
melin zakończonych zabójstwami dokonanymi przez nieświadomych swoich czynów
uczestników jatki, nie spodziewał się, że trafi na morderstwo z przyrządami
kuchennymi w roli głównej i wnikliwą psychoanalizą w tle. Szacki dostaje w
prezencie czworo podejrzanych, troje pacjentów i ich błyskotliwego lekarza,
próbującego leczyć swoich podopiecznych przy pomocy niekonwencjonalnej terapii
grupowej. Każdy z nich, w magiczny sposób, w czasie sesji przyjmuje emocje,
myśli i zachowania członków rodziny drugiej osoby. Tylko czy ta metoda naprawdę
działa? I czy żaden z pacjentów nie poczuł impulsu płynącego ze świadomości
człowieka, którego rolę odgrywa, nakłaniającego go do karygodnego i
makabrycznego czynu? Czytelnik w oczekiwaniu na odpowiedzi na postanowione
pytania niejednokrotnie może się zadziwić, jakimi torami potoczy się historia. Daje
nam zarówno dreszczyk emocji, jak i możliwość prowadzenia własnego, prywatnego
śledztwa.
Ależ oczywiście samym wątkiem morderstwa żaden z nas nie
byłby usatysfakcjonowany! W książce nie brakuje kwitnącego sarkazmu Szackiego,
ciętych żartów policjanta Kuzniecowa i całkiem… ciekawych dialogów pomiędzy
głównymi bohaterami. Godne podziwu są umiejętności pisarza, lekkość z jaką
opisuje wydarzenia, przyciągając uwagę, nie nudząc mętnymi, długimi zdaniami, a
zaskakując kolejnymi zwrotami akcji.
Przytoczony już na pierwszej stronie książki cytat Berta
Hellingera „Nie ma złych, są tylko uwikłani” szybko znajdzie swoje
odzwierciedlenie w opowieści Miłoszewskiego. Książka zasługuje na kilka,
owocnie spędzonych nad nią, godzin.
Jako że jest to pierwsza recenzja na naszym blogu, pragnę
Was poinformować o sposobie oceny recenzowanych przez nas dzieł. Każdy tytuł
zostanie oceniany w skali od jednego do dziesięciu białych piór. Ich liczba
zadecyduje o miejscu danej książki w rankingu tworzonym jako podsumowanie
czytelniczego miesiąca. Będziemy wytrwale szukać, aż odnajdziemy prawdziwego
białego kruka, który zadziwi niejednego z was!
Moja ocena „Uwikłania”: 8 pięknych białych piór!
Autorka recenzji: Marta

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz