26 lutego 2017

"Daj mi odpowiedź"


 Coś dla tych bardzo znudzonych...

"Nie chodziło o to, że Teo nie lubił Jane Connelly. Była dla niego neutralna. Zawsze była miła. Gdy jego mama uczęszczała kiedyś na nocne zajęcia, on spędzał z nią wiele czasu."

 Po przeczytaniu "Musimy coś zmienić" autorstwa Sandy Hall spodziewałam się chyba czegoś... lepszego? Oczywiście nie były to jakieś wysokie wymagania, ale gdyby chociaż "Daj mi odpowiedź" mogło zasłużyć na 8 białych piór?

"- Taa, po prostu nie mogę sobie wyobrazić, w jakie kłopoty mogłaby się wplątać ta dwójka.
- Założę się, że okradają staruszki.
- I strącają skrzynki na listy kijami bejsbolowymi.
- Zabierają dzieciom cukierki - dodała Margo.
- Zakładają druty elektryczne na koty - powiedziała Jane.
- Wypijają całe wino i nie idą spać po dziesiątej.
- Taa, są cholernymi twardzielami."

 Przyznaję książka miała swoje plusy. Zabawne dialogi, niektórzy ciekawi bohaterzy, realizm sytuacji, ale słabo się to wybijało na tle charakteru głównych bohaterów.

"- Przepraszam - pisnęła Jane, przepraszając Teo i krzesło, które potrąciła.
- Nie, w porządku. Trochę mnie zaskoczyłaś - odparł Teo, patrząc na papierowy ręcznik, jakby nie wiedział właściwie, jak znalazł się w jego dłoni. Odłożył go i poszedł do pralni, gdzie złapał koszulkę bez rękawów, po czym włożył ją na siebie.
- Dzięki. Jak widać, nie radzę sobie z widokiem męskich sutków - powiedziała Jane, rumieniąc się jeszcze bardziej i zasłaniając dłonią usta. Powinnam mieć całkowity zakaz mówienia, pomyślała." 

 Ale zacznijmy od początku.
 Jane Connelly to młoda, niezdecydowana dziewczyna, która uważa, że jest idiotką w rodzinie geniuszy, co jak się później okazuje jest całkiem bliskie prawdy, ale szanuje ją za chwilowe przebłyski logicznego myślenia.
 Jane potrzebuje pracy. Teraz, zaraz, aby uniknąć praktyk na uczelni gdzie pracuje jej mama, z którą kontakt nie jest wzorowy.
 W ten oto sposób młoda dziewczyna ląduje w domu Buchananów, jako opiekunka trójki dziewczynek, sióstr starego kolegi, Tea.

"- Och na Boga, oto i twój cień - powiedziała Jane.
- Kto? Keegan? - powiedział, odwracając się w złą stronę.
- Nie, ten drugi.
Teo rozpromienił się, jak tylko zobaczył Raviego. Podskoczył i praktycznie go przytulił."

 Mateo Garcia od dłuższego czasu prowadzi poszukiwania swojego biologicznego ojca. Jane w jego domu nie przeszkadza mu w tym, jednak jest małym problemem, gdyż jego najlepszy przyjaciel, Ravi, niezbyt za nią przepada. Co zrobić, żeby ta dwójka się nie pozabijała?

"- Jesteśmy tylko przyjaciółmi - broniła się Jane, ale rumieniec ją zdradził.
- Nie wierzę ci.
- Przysięgam!
- Powiedz co się wydarzyło wczoraj wieczorem, a ja ci powiem, czy jesteście "tylko przyjaciółmi" - powiedziała Margo, kiedy weszły do basenu."

 Wiele jest historii miłosnych, jak widać na powyższym cytacie, autorka tej książki postanowiła uderzyć w typowy romans z wyparciem i tekstami "jesteśmy tylko przyjaciółmi", a na zakrapianej imprezie nagle nastaje oświecenie...
 To takie "prawdziwe" i "oryginalne".

" - Czy tu jest gorąco? - zapytał.
- Tak, jest gorąco.
- Dobrze, to znaczy, że nie tylko ja to czuję. Myślę sobie, wiesz, na Syberii oni umieszczają whispey, whisqey, whisp... - wypuścił głośno powietrze z ust i spróbował ponownie, śmiejąc się z siebie. - Whisky!"

 Często czytuję fanfiki i żałuję, że ten temat w książce nie został bardziej rozwinięty, bo wydawało się to ciekawym pomysłem.
 Gdy teraz o tym myślę, w sumie cała powieść wydawała się po prostu fanfiction. Może właśnie dlatego mimo wszystko jakoś mi się to spodobało na swój sposób.

"- Brzmisz jak moja babcia.
- To wspaniała kobieta. Jak się miewa ostatnimi czasy?
- Umarła trzy lata temu.
- Och. Wow. Pamiętam. Przykro mi z powodu twojej straty."

 Zachwycił mnie motyw z Magiczną Ósemką - kula losująca odpowiedzi na pytania - jednak w pewnym momencie miałam jakby wrażenie, że za dużo decyzji jest uzależnionych od jej opinii i ogólnie wszyscy traktowali ją strasznie poważnie. Przez to wszystko bohaterzy wydawali mi się mało dojrzali jak na swój wiek.

"- Było bardzo fajnie.
- Było - zgodził się Teo.
Jak tylko przeszła przez drzwi wejściowe, machając do niego zza ramienia, Teo oparł głowę o kierownicę.
- Naprawdę powinienem był ją pocałować."

 To chyba wszystko co mam do powiedzenia na temat tej książki. Nie pozostawiła po sobie zbyt dobrego wrażenia, ale mogło być gorzej. Zawsze mogła być po prostu nudna... Na szczęście humoru w niej nie brakuje, więc nie jest najgorzej.
 "Daj mi odpowiedź" dostaje ode mnie 6 białych piórek.
 Polecam wszystkim, którzy z braku laku nie mają co czytać. Dużo się z tego nie wyniesie, ale pośmiać się można.

Do następnego!

Wiki

14 lutego 2017

"Eleonora & Park"


Nic bym nie zmieniła w tej książce... oprócz zakończenia.

 Do "Eleonory & Parka", autorstwa Rainbow Rowell przez bardzo długi czas nie mogłam się zabrać. Słyszałam o niej tyle dobrego, że bałam się, iż książka nie dorówna moim wyczekiwaniom. No proszę. Jednak jej się udało.

"To głupie: siedzieć z kimś dzień w dzień i z nim nie gadać. Nawet jeśli ten ktoś jest bardzo dziwny. (Jezu, to prawdziwa dziwaczka. Dziś wyglądała jak choinka - miała do ciuchów poprzyczepiane jakieś strzępki materiałów i wstążek...)."

 To pierwsza książka, w której bohaterka nie wygląda jak ósmy cud świata. I bardzo mi się to podoba, bo przyznaję się do moich egoistycznych rozmyślań, może dla mnie też jest jeszcze nadzieja...
 Przy okazji w końcu jakiś bohater książkowy jest ode mnie niższy! Park ma metr sześćdziesiąt dwa, a ja sześćdziesiąt pięć! Nawet nie wiecie jaka radość!

"- Nienawidzę go - mówiła Eleonora.
- Ja nienawidzę go tak bardzo, że chciałabym, żeby umarł - podbijała Maisie.
- Mam nadzieję, że w pracy przygniecie go drabina.
- Ja mam nadzieję, że przejedzie go ciężarówka.
- Śmieciarka.
- O, tak! - mówiła Maisie, szczerząc zęby. - I wszystkie śmieci wysypią się na jego zwłoki.
- I przejedzie go jeszcze autobus.
- Super.
- Chciałabym wtedy nim jechać."

 Książka tryska humorem i jest niewiarygodnie słodka, ale nie tylko, bo mnóstwo w niej problemów i poważnych przemyśleń typowych dla nastolatków. Bohaterowie nie są idealni i zdają sobie bardzo dobrze z tego sprawę jednak wspominają o tym w większości z olbrzymim dystansem do siebie, za co mam do nich wielki szacunek.

"Park nie wiedział, że ruda osoba może mieć brązowe oczy. (Nie wiedział też, że można mieć tak rude włosy. Albo tak białą skórę). Oczy tej nowej były ciemniejsze niż oczy jego mamy. Były naprawdę ciemne, prawie jak dziury w twarzy."

 Byłam strasznie ciekawa jak to wyjdzie, że z zupełnie obcych sobie osób, które nawet się sobie nie podobają, Eleonora i Park staną się zakochaną parą nastolatków i o dziwo wyszło to całkiem naturalnie. Po prostu. Z czasem. Jak w prawdziwym życiu, kiedy miłość przychodzi etapami.

"A może - myślał sobie teraz - po prostu nie rozpoznawałem wszystkich poprzednich dziewczyn. Tak jak komputer odrzuci dyskietkę, jeśli nie rozpozna formatu pliku.
 Kiedy dotknął dłoni Eleonory, rozpoznał ją. Wiedział o tym."

 Uwielbiam Marvela, więc dyskusje głównych bohaterów na temat komiksów o X-Menach strasznie mnie ciekawiły i bawiły. W ogóle ich dialogi mogę zaliczyć do jednych z najbardziej udanych elementów tej książki.

"Miała taki uśmiech, jaki się widuje w reklamach pasty do zębów. Taki, że można policzyć wszystkie zęby. Park pomyślał, że powinna się tak uśmiechać przez cały czas. Jej twarz robiła się wtedy piękna. Chciał sprawić, by cały czas się tak uśmiechała."

 Strasznie mnie bolały przebłyski płytkości, a czasem nawet głupoty Parka. Rozumiem, że większy szacunek wśród kumpli jest jak się spotykasz z dobrze wyposażoną, wysoką blondynką, ale jeśli kogoś, lub też nawet coś się kocha, nie powinno się tego wstydzić. Nie i koniec. Bo inaczej jak to, by o nas świadczyło?

"Tęsknił za nią...
Ciekawe tylko za czym. Za jej tłuszczem? Za jej popieprzeniem? Za tym, że nie potrafiła z nim rozmawiać jak normalna osoba? Nieważne. To że prawdopodobnie kieruje nim jakieś zboczenie, nie było jej problemem. Ważne, że ją lubił. Była tego pewna."

 Kocham Eleonorę i jej podejście. To po prostu mój sposób myślenia! Dlaczego mnie lubi? Nie mój problem, że najwyraźniej ma źle poprzestawiane w głowie. Grunt, że mnie lubi.
 Eleonoro, tylko tak dalej!

"Włożył długopis do kieszeni, a potem wziął jej dłoń i przyłożył sobie na chwilę do serca.
To była najprzyjemniejsza rzecz, jaką Eleonora mogła sobie wyobrazić. Od razu zapragnęła rodzić mu dzieci i oddać obie nerki."
 Co mnie zastanawia? Jak można nazywać chłopaka ślicznym?! Nie potrafię sobie tego wyobrazić, a Eleonora ciągle tak myśli o Parku i to brzmi tak... dziwnie. Czy tylko dla mnie?

"- Powiedz coś.
- Nie wiem, co powiedzieć.
- Powiedz coś, żebym nie czuł się ja idiota.
- Nie czuj się jak idiota, Park.
- Dzięki."

 Wspominałam już, że uwielbiam ich rozmowy? Szczególnie dlatego, bo są bardzo realistyczne, czasami mi się wydawało jakbym czytała rozgrywającą się scenę między mną, a moimi przyjaciółkami, jeśli chodzi o niektóre głupie teksty.

"Eleonora miała rację - nigdy nie wyglądała ładnie. Wyglądała jak dzieło sztuki, a sztuka nie może być po prostu ładna; sztuka ma wywoływać emocje."

 Myśl, że jakikolwiek chłopak mógłby pomyśleć o mnie jak o dziele sztuki, sprawia, że mój mózg każe mi zejść na ziemie i krzyczy:
- Wika za daleko odpłynęłaś!
 Dlatego szczerze im zazdroszczę takiego zapatrzenia w drugą osobę, nawet jeśli oni nie istnieją, choć kto to wie?

"- Zgadza się. Twoja mama jest Dunką?
- Tak.
- A tata?
- Dupkiem."

 Jedyne co bym zmieniła w tej książce? Zakończenie!
 Czuję się jakby ktoś wyrwał ostatnie strony książki i pozbawił mnie ostatnich chwil tej historii. Miałam taki wielki znak zapytania nad głową po skończeniu książki, że bałam się, że gdy wreszcie mnie całkiem dopadnie, to pozostanę z wielkim sinikiem na głowie.
 Mam tylko nadzieję, że wszystko co sama sobie dopowiedziałam w związku z tą historią i jej końcem, jest jak najbardziej prawidłowe, bo chyba bym nie przeżyła jakby było inaczej.

"- Nigdy nie wyglądam ładnie - zaprzeczyła. Jakby był idiotą.
- Mnie się podoba, jak wyglądasz - odparł, ale zabrzmiało to nie jak komplement, tylko jakby się z nią kłócił.
- Ale to nie oznacza ładnie - Też szeptała.
- No dobra, wyglądasz jak włóczęga.
- Włóczęga? - Oczy jej rozbłysły.
- Tak, cygański włóczęga - potwierdził. - Wyglądasz, jakbyś właśnie dołączyła do obsady Godspell.
- Nie wiem nawet, co to jest.
- Coś okropnego.
Podeszła krok bliżej.
- Wyglądam jak włóczęga?
- Gorzej, jak smutny włóczęga-klaun.
- I tobie się to podoba?
- Uwielbiam to.
Gdy tylko to powiedział, Eleonora nagle się uśmiechnęła. A gdy ona się uśmiechała, coś w nim pękało. 
Za każdym razem."

 Trudno mi było tej cudownej i dziwacznej parze dać jakąkolwiek ocenę, ale po długich rozmyślaniach, stwierdzam iż "Eleonora & Park" rozjaśniło mój szary, zimowy dzień pełnymi kolorów dialogami, jednak przez zakończenie, które sprawia, że mój mózg się przegrzewa dostaje 9 białych piór.

Do następnego!

Wiki

8 lutego 2017

"Ponad wszystko"


Życie jest krótkie, ale na takie książki bez problemu znajdę czas!

 "Ponad wszystko" autorstwa Nicoli Yoon... To na pewno nie będzie ostatnia książka tej autorki, która znajdzie się na mojej półce!

"Przeczytałam o wiele więcej książek niż wy. Nieważne, ile przeczytaliście, ja mam na swoim koncie więcej. Wierzcie mi: miałam na to czas."

 Po mojej ostatniej przeczytanej książce potrzebowałam porządnego zastrzyku dobrej opowieści i oto i on! Spontanicznie kupiony egzemplarz "Ponad wszystko", który wybił mi z głowy wszystko i zamknął między stronami na całą noc!

"W skrócie - mam alergię na cały świat. (...) I dlatego jestem uwięziona w domu. Nie wyszłam z niego od siedemnastu lat."

 Główna bohaterka, Madeline, ma dożywotni szlaban domowy, jednak nie dlatego, że nabroiła. O nie. Nie może wyjść z domu, gdyż takie wyjście mogłoby ją zabić. Przez osłabiony organizm zabić ją może wszystko, ponieważ każda rzecz na świecie może nagle wywołać u niej reakcje alergiczną.  Wyobrażacie sobie taką rzeczywistość? Ona nie zna innej.

"Wczoraj w nocy śniło mi się, że wcale się nie wyprowadzili. Zostali porwani przez kosmitów. Obcy nie zabrali mnie, bo jestem chora, a oni chcą tylko zdrowych. Zabrali mamę, Carlę i tamtą rodzinę z sąsiedniego domu, a ja zostałam zupełnie sama."

 Jedyne osoby z jakimi ma kontakt to jej mama, oraz pielęgniarka, Carla, którą po prostu pokochałam. A jednak, któregoś dnia do sąsiedniego domu wprowadza się ktoś jeszcze, kto przedrze się przez bariery domu Madeline...

"Olly: a więc nie kopciuszek i nie roszpunka. czyli śnieżka. zła macocha rzuciła na ciebie czar. nie możesz opuścić domu i świat nigdy nie dowie się jaka jesteś śliczna
Madeline: W bajce było inaczej. Wiedziałeś, że w oryginalnej wersji to wcale nie była macocha, tylko zła matka? Wyobrażasz to sobie? I nie było tam krasnali. Ciekawe, prawda?
Olly: jeszcze jak
Madeline: Nie jestem księżniczką.
Madeline: I nie trzeba mnie uwalniać.
Olly: to dobrze, bo ze mnie żaden książę
Madeline: Uważasz, że jestem śliczna?
Olly: jak na szpiegującego ducha księżniczki z bajki? jak najbardziej"

 Madeline nie może wychodzić z domu, więc jej pierwszy kontakt z Oliverem odbywa się poprzez czat. Gra w pięć ulubionych rzeczy oraz podobne poczucie humoru zbliżają ich do siebie krok po kroczku... Swoją drogą w moje poczucie humoru też się wpasowali, więc nie raz parsknęłam śmiechem podczas czytania. Widują się też czasem przez okna w swoich pokojach i rysują na szybach wiadomości. Jednak czy to może wystarczyć jako podstawa relacji romantycznej?

"Madeline: W życiu bym nie zgadła, że matematyka to twój ulubiony przedmiot.
Olly: dlaczego?
Madeline: Nie wiem. Wspinasz się na budynki, przeskakujesz przez różne rzeczy. Większość osób ma zdolności umysłowe albo fizyczne, ale nie jedno i drugie.
Olly: czy to miły sposób na stwierdzenie że twoim zdaniem jestem kretynem?
Madeline: Nie! Skąd! Chciałam powiedzieć... Nie wiem, co chciałam powiedzieć.
Olly: chciałaś powiedzieć że jestem zbyt seksowny jak na dobrego matematyka. nie ma sprawy często to słyszę"

 Olly jest arogancki, pewny siebie, uwielbia matematykę i porkour, nie uznaje znaków interpunkcyjnych, a jednocześnie jest słodki i nie da się w nim nie zakochać! Ja się pytam, gdzie takiego znajdę?

" - Wcale nie chcesz tego oglądać. To okropny filmik. Kot umiera.
Przez chwilę wpatrujemy się w siebie, obie zszokowane. Ja tym, że jestem kretynką i że nie mogę uwierzyć, iż powiedziałam coś takiego. Carla tym, że jestem kretynką i że nie może uwierzyć, iż mogłam powiedzieć coś takiego."

 Najchętniej jako cytat przytłoczyłabym wam tu całą książkę, ale myślę, że sami powinniście to przeczytać, bo ta książka, jej bohaterowie, jej dialogi i nie zapomnijmy tutaj o wspaniałych ilustracjach podbiły moje serce! Boję się, że za dużo wam wygadam, a chciałabym abyście z równą przyjemnością odkryli tą historię!

"Po raz pierwszy od bardzo dawna pragnę więcej, niż mam"

 Ale to nie tak, że książka jest super tylko dlatego, bo jest w niej Olly i jest zabawna. Nie! Wzrusza, o Boże, bardzo wzrusza. Pierwszy raz od kiedy pamiętam chciałam płakać podczas czytania, a nikt nie umarł! Byłam sobą autentycznie zdumiona, bo ja bardzo rzadko się wzruszam! A jednak bolało mnie serce podczas niektórych momentów.

"Madeline: Bądźmy po prostu przyjaciółmi.
Olly: ok
Olly: ale żadnego przyglądania się moim mięśniom
Madeline: Przyjaciółmi, Olly!
Olly: moim oczom
Madeline: Żadnego wspominania o moich piegach.
Madelina: I włosach.
Olly: i o twoich ustach
Madeline: Oraz o dołeczku w twoim policzku.
Olly: podoba ci się mój dołeczek?
Madeline: Przyjaciółmi!
Olly: ok"

 Wspominałam o ilustracjach, ale tak naprawdę, wy nie wiecie o co chodzi, przecież!
 Otóż książka jest ilustrowana - przez Davida Yoona, męża autorki - jednak nie są to takie typowe ilustracje przedstawiające sytuacje, w których dany bohater się aktualnie znajduje. One pokazują nam to co siedzi Madeline w głowie! Na przykład Poradnik całowania dla początkujących, lub też Techniki zajmowania czasu. Pozwalają nam też na dowiedzenie się rzeczy, o których główna bohaterka, w narracji pierwszoosobowej, nie myśli, co mnie się bardzo podoba, bo często autor książki wciska w takiej narracji na siłę jakąś myśl, abyśmy wiedzieli o czymś w późniejszych wydarzeniach.

"- Czy to zawsze tak jest? - pytam zdyszana.
- Nie - odpowiada. - Nigdy tak nie jest. - W jego głowie słyszę zdumienie."
  Coś tutaj skłoniło mnie też do refleksji. W temacie ciężkim, bo dotyczącym wybaczenia. Zauważyłam, że tutaj zawsze jest ciężko. Nie chcę spojlerować, więc napiszę tylko, że nie mam pojęcia, co bym zrobiła na miejscu głównej bohaterki i mam nadzieję, że nigdy nie będę musiała stawać przed podobną sytuacją.
 

"(...) świat wydaje się uporządkowany i sensowny.
Ja jednak wiem, że jest w nim coś więcej. Oraz mniej. Jest zorganizowany, a jednocześnie chaotyczny. Piękny, ale i dziwny."

 Po zakończeniu czuję lekki niedosyt, ale mam pełną świadomość, że to zakończenie jest idealne, więc akceptuje je w całości i czekam z niecierpliwością na następne książki Nicole Yoon.

 No cóż. Nie ma bata, żeby "Ponad wszystko" dostało ode mnie inną ocenę niż maksymalną, czyli BIAŁEGO KRUKA, bo całkowicie i niezaprzeczalnie dla mnie to skarb nad skarbami i wyjątek wśród wyjątków.
 Jeśli ktoś się wahał czy czytać mam nadzieję, że odgoniłam wątpliwości.

 Do następnego!

Wiki

"Tajemne Miasto"



Nie chcę mi się wierzyć, że "Tajemne Miasto" zostało napisane przez te same osoby co "Tajemny Ogień"...

Recenzja zawiera spojlery dotyczące pierwszej części serii - "Tajemnego Ognia". Czytasz na własną odpowiedzialność.

"Co chwila obracała się, żeby sprawdzić, gdzie jest Taylor, która blada i przejęta, nadal biegła tuż za nią. W sercu Louisy zatliła się iskierka dumy. Taylor okazała się twarda, twardsza niż można się było spodziewać."

 Od początku...
 C.J Daugherty... Carina Rozenfeld... mam nadzieję, że to jedna wielka pomyłka...
 Zmylenie czytelnika było chyba głównym celem wyżej wymienionych pań. Dlaczego?
 Kończąc "Tajemny Ogień" jesteśmy przekonani, że Sacha i Taylor mają jeszcze całkiem sporo czasu, w końcu to kilka tygodni.
 I nagle BOOM! Zostało nam kilka nie tygodni, a dni! Ja się pytam gdzie to uciekło? I dlaczego z książki wynika, jakby w tym miejscu była jedna czarna dziura? Nie uwierzę, że podczas tego całego czasu nic ciekawego się nie zdarzyło, tym bardziej wiedząc jak wyraźna jest chemia między głównymi bohaterami. Powiedzieć, że byłam zdezorientowana już na samym początku to mało powiedziane.
 W dodatku nie jestem pewna jak były liczone ostatnie dni Sachy, ale mam wrażenie, że w "Tajemnym Mieście" coś zostało pomylone.

"Rozchyliła usta, żeby dodać coś jeszcze albo go pocałować - nie była pewna, co woli. Zakręciło jej się w głowie. Ręka Sachy przesunęła się w górę jej ramienia.
- O, świetnie, tu jesteście.
Błyskawicznie odskoczyli od siebie z minami winowajców, a odwróciwszy głowy ujrzeli Alastaira, który szedł od strony budynku administracji."

 Jak już jesteśmy przy chemii Sachy i Taylor, to mam pytanie. Ile razy w całej książce jest dozwolone wstawiać MOMENTY, takie jak powyższy na przykład i za każdym razem nie doprowadzać ich do skutku?! W pewnym momencie było to już po prostu irytujące.
 No, ale dobra. W końcu coś zaczęło się dziać, ale tak naprawdę wszystkie romantyczne sceny z głównymi bohaterami - i nie tylko z nimi - wydają mi się strasznie, ale to STRASZNIE wymuszone. Jakby ktoś na siłę próbował wcisnąć ten wątek.

"- Nikt mnie nie poinformował o odnalezieniu tego woluminu. - W głosie profesora pobrzmiewała oskarżycielska nuta. - Ja sprawuję pieczę nad niemieckimi tekstami alchemicznymi z okresu średniowiecza. (...) - Studiowałem te symbole przez całą swoją akademicką karierę - powiedział cicho Zeitinger. - Przemierzyłem kawał świata w poszukiwaniu tego tekstu."

Kolejna sprawa.
Wszyscy od kilku tygodni - od czasu zakończenia akcji "Tajemnego Ognia" - próbują rozszyfrować księgę, która ma im pomóc w uratowaniu świata i co się nagle okazuje? Że jest ona po niemiecku! W starożytnym kuźwa niemieckim! I oczywiście nikt przez te wszystkie tygodnie nie zorientował się... Co lepsze! Profesor, który ten język rozpoznał szukał tej książki przez długi czas, a okazuje się, że ona była przez cały ten okres pod jego nosem tylko jakiś geniusz ją odłożył na złe miejsce!
 Gdyby moje problemy tak wyglądały...

""Przeszłość nie ma znaczenia - przypomniała sobie. - Przeszłość cię nie zrani, jeśli jej na to nie pozwolisz. Możesz uniknąć bólu, zapominając"."

 Louisa i Sacha to jedyne co ratuje tą książkę. Podobało mi się, że zostało pokazane życie Louisy i jej historia, sposób myślenia. Jedno życzenie się spełniło!
 Co do Sachy on jest po prostu sobą. Nie da się go nie lubić.

"- Sacha Winters należy do mnie. Nie ocalisz go.
 Pragnęła milczeć, uciec stąd jak najszybciej, a jednak słowa same wydostały się z jej ust.
- Ocalę go - wycedziła lodowatym tonem. - I zniszczę każdego, kto spróbuje go skrzywdzić. Wysłuchaj mnie, Abaddonie. Nie dostaniesz go."

 Taylor to nadal ciepłe kluchy niestety, chociaż miała momenty, w których pokazała pazurki. Ale nadal było ich strasznie mało i w większości była ona pod wpływem demona, więc trudno mi je zaliczyć. Zawiodłaś mnie kochana...
 Nie oszukujmy się, cała książka mnie zawiodła.
 Nie wiem, może to przez moje wygórowane wymagania po "Tajemnym Ogniu"?
 Co smutne widziałam mnóstwo dobrych opinii o "Tajemnym Mieście", więc co jest ze mną nie tak?

" - Nie umieraj, Sacha - wyszeptała żarliwie. - Proszę, nie umieraj.
- Nie chcę - zapewnił ją łamiącym się głosem. - Już nie. - Odsunął się, żeby zobaczył jej twarz i te zielone oczy. - Teraz chcę żyć. Najbardziej na świecie chcę żyć. Razem z tobą."

 Co prawda były momenty, gdzie lekkie drgania serca mnie zaskoczyły, ale większość książki jest napisana z takim dramatyzmem jakby odgrywali Szekspira.
 Gdy kończyłam czytać doszłam do momentu, w którym moją ostatnia nadzieją na ratunek dla tej historii była śmierć wszystkich. Zakończenie było tak strasznie przewidywalne, że aż bolało.

"Nadszedł czas na nowy początek"

 Na szczęście dla mnie ja już skończyłam tą tajemną przygodę. Najwyższa ocena jaką mogę dać z czystym sumieniem "Tajemnemu Miastu" to 4 białe pióra. Z bólem serca je przyznaję, bo naprawdę spodziewałam się Białego Kruka, a tu taki zawód... Bez odbioru.

Wiki