8 lutego 2017

"Tajemne Miasto"



Nie chcę mi się wierzyć, że "Tajemne Miasto" zostało napisane przez te same osoby co "Tajemny Ogień"...

Recenzja zawiera spojlery dotyczące pierwszej części serii - "Tajemnego Ognia". Czytasz na własną odpowiedzialność.

"Co chwila obracała się, żeby sprawdzić, gdzie jest Taylor, która blada i przejęta, nadal biegła tuż za nią. W sercu Louisy zatliła się iskierka dumy. Taylor okazała się twarda, twardsza niż można się było spodziewać."

 Od początku...
 C.J Daugherty... Carina Rozenfeld... mam nadzieję, że to jedna wielka pomyłka...
 Zmylenie czytelnika było chyba głównym celem wyżej wymienionych pań. Dlaczego?
 Kończąc "Tajemny Ogień" jesteśmy przekonani, że Sacha i Taylor mają jeszcze całkiem sporo czasu, w końcu to kilka tygodni.
 I nagle BOOM! Zostało nam kilka nie tygodni, a dni! Ja się pytam gdzie to uciekło? I dlaczego z książki wynika, jakby w tym miejscu była jedna czarna dziura? Nie uwierzę, że podczas tego całego czasu nic ciekawego się nie zdarzyło, tym bardziej wiedząc jak wyraźna jest chemia między głównymi bohaterami. Powiedzieć, że byłam zdezorientowana już na samym początku to mało powiedziane.
 W dodatku nie jestem pewna jak były liczone ostatnie dni Sachy, ale mam wrażenie, że w "Tajemnym Mieście" coś zostało pomylone.

"Rozchyliła usta, żeby dodać coś jeszcze albo go pocałować - nie była pewna, co woli. Zakręciło jej się w głowie. Ręka Sachy przesunęła się w górę jej ramienia.
- O, świetnie, tu jesteście.
Błyskawicznie odskoczyli od siebie z minami winowajców, a odwróciwszy głowy ujrzeli Alastaira, który szedł od strony budynku administracji."

 Jak już jesteśmy przy chemii Sachy i Taylor, to mam pytanie. Ile razy w całej książce jest dozwolone wstawiać MOMENTY, takie jak powyższy na przykład i za każdym razem nie doprowadzać ich do skutku?! W pewnym momencie było to już po prostu irytujące.
 No, ale dobra. W końcu coś zaczęło się dziać, ale tak naprawdę wszystkie romantyczne sceny z głównymi bohaterami - i nie tylko z nimi - wydają mi się strasznie, ale to STRASZNIE wymuszone. Jakby ktoś na siłę próbował wcisnąć ten wątek.

"- Nikt mnie nie poinformował o odnalezieniu tego woluminu. - W głosie profesora pobrzmiewała oskarżycielska nuta. - Ja sprawuję pieczę nad niemieckimi tekstami alchemicznymi z okresu średniowiecza. (...) - Studiowałem te symbole przez całą swoją akademicką karierę - powiedział cicho Zeitinger. - Przemierzyłem kawał świata w poszukiwaniu tego tekstu."

Kolejna sprawa.
Wszyscy od kilku tygodni - od czasu zakończenia akcji "Tajemnego Ognia" - próbują rozszyfrować księgę, która ma im pomóc w uratowaniu świata i co się nagle okazuje? Że jest ona po niemiecku! W starożytnym kuźwa niemieckim! I oczywiście nikt przez te wszystkie tygodnie nie zorientował się... Co lepsze! Profesor, który ten język rozpoznał szukał tej książki przez długi czas, a okazuje się, że ona była przez cały ten okres pod jego nosem tylko jakiś geniusz ją odłożył na złe miejsce!
 Gdyby moje problemy tak wyglądały...

""Przeszłość nie ma znaczenia - przypomniała sobie. - Przeszłość cię nie zrani, jeśli jej na to nie pozwolisz. Możesz uniknąć bólu, zapominając"."

 Louisa i Sacha to jedyne co ratuje tą książkę. Podobało mi się, że zostało pokazane życie Louisy i jej historia, sposób myślenia. Jedno życzenie się spełniło!
 Co do Sachy on jest po prostu sobą. Nie da się go nie lubić.

"- Sacha Winters należy do mnie. Nie ocalisz go.
 Pragnęła milczeć, uciec stąd jak najszybciej, a jednak słowa same wydostały się z jej ust.
- Ocalę go - wycedziła lodowatym tonem. - I zniszczę każdego, kto spróbuje go skrzywdzić. Wysłuchaj mnie, Abaddonie. Nie dostaniesz go."

 Taylor to nadal ciepłe kluchy niestety, chociaż miała momenty, w których pokazała pazurki. Ale nadal było ich strasznie mało i w większości była ona pod wpływem demona, więc trudno mi je zaliczyć. Zawiodłaś mnie kochana...
 Nie oszukujmy się, cała książka mnie zawiodła.
 Nie wiem, może to przez moje wygórowane wymagania po "Tajemnym Ogniu"?
 Co smutne widziałam mnóstwo dobrych opinii o "Tajemnym Mieście", więc co jest ze mną nie tak?

" - Nie umieraj, Sacha - wyszeptała żarliwie. - Proszę, nie umieraj.
- Nie chcę - zapewnił ją łamiącym się głosem. - Już nie. - Odsunął się, żeby zobaczył jej twarz i te zielone oczy. - Teraz chcę żyć. Najbardziej na świecie chcę żyć. Razem z tobą."

 Co prawda były momenty, gdzie lekkie drgania serca mnie zaskoczyły, ale większość książki jest napisana z takim dramatyzmem jakby odgrywali Szekspira.
 Gdy kończyłam czytać doszłam do momentu, w którym moją ostatnia nadzieją na ratunek dla tej historii była śmierć wszystkich. Zakończenie było tak strasznie przewidywalne, że aż bolało.

"Nadszedł czas na nowy początek"

 Na szczęście dla mnie ja już skończyłam tą tajemną przygodę. Najwyższa ocena jaką mogę dać z czystym sumieniem "Tajemnemu Miastu" to 4 białe pióra. Z bólem serca je przyznaję, bo naprawdę spodziewałam się Białego Kruka, a tu taki zawód... Bez odbioru.

Wiki

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz