31 grudnia 2016

"Julia. Trzy tajemnice"






Przed przeczytaniem zapoznaj się z treścią Trylogii Julii, lub skonsultuj się z autorem lub recenzentką, gdyż każdy niewłaściwy przeczytany tekst może prowadzić do spojlerów i nerwicy.


Tahereh Mafi powraca, by rozjaśnić nam kilka spraw.
W tym celu napisała dwa osobne opowiadania. Jedno "Destroy Me" w narracji Aarona, gdzie akcja dzieje się po wydarzeniach w "Dotyku Julii". Drugie "Fracture Me" w narracji Adama w trakcie wydarzeń pod koniec "Sekretu Julii"
Ale to nie wszystko. Autorka daje nam również wgląd w Dziennik Julii...
Z racji, że książka jest podzielona na te trzy osobne rewiry, będę je też osobno opisywała.
Zaczynajmy!

Destroy Me


"Wiedziałem, że się boi, wyczuwałem jej przerażenie, ale nie miałem pojęcia, że to ja wywołuję ten strach. Patrzyłem, jak się zmienia, spędzaliśmy razem wiele czasu. Z upływem tygodni wydawała się coraz mniej skrępowana. Szczęśliwsza. Swobodniejsza. Pozwoliłem sobie uwierzyć, że widzi dla nas przyszłość, że chce być ze mną, tylko po prostu uważa, że to niemożliwe.
Nie podejrzewałem, że źródłem jej nowo odnalezionego szczęścia jest Kent."

 Aaron został postrzelony przez Julię. Cudem przeżył. Jednak mimo, że kula nie dotarła do serca to ono sprawia Warnerowi największy ból. Zaczyna on sobie uświadamiać jak wiele rzeczy założył z góry i jak bardzo się pomylił w swoich osądach.

"A ona nie jest zwierzęciem.
To delikatna, a zarazem śmiercionośna istota. Jest nieśmiała i dobra, przy tym przerażająca. Nieokiełznana. Nie ma pojęcia, do czego jest zdolna. Nienawidzi mnie, a jednak nie przestaje mnie fascynować. Jestem oczarowany jej pozorną niewinnością, zazdroszczę jej mocy, którą włada tak mimowolnie. Tak bardzo chciałbym być częścią jej świata. Znać jej myśli, wiedzieć, co ona czuje. Wydaje mi się, że to ogromny ciężar."

 To jak Aaron mówi o Julii... To nie jest Adam, którą ją idealizuje, uważa ją za bezbronną istotkę. Nie. Warner doskonale zdaje sobie sprawę jaka Julia jest naprawdę. Że jest ona niebezpieczna. Mimo wszystko go fascynuje, pociąga. Mimo to się w niej zakochał.

"Wykorzystanie jej jako broni to historyjka, którą wymyśliłem dla mojego ojca. Potrzebowałem wymówki, żeby mieć do niej dostęp, żeby uzyskać pozwolenia konieczne do studiowania jej dokumentów. To była komedia, którą odgrywałem przed swoimi żołnierzami i setkami kamer monitorujących moją egzystencję. Nie sprowadziłem jej do bazy, żeby badać jej umiejętności. A już z całą pewnością nie spodziewałem się, że przy okazji się w niej zakocham."
 Cierpiąc po jej ucieczce wreszcie decyduje się na przeszukanie jej pokoju. Pokoju, w którym Julia upuściła notatnik tuż przed wyskoczeniem z okna. Notatnik, który Aaron znajduje.

"Ta dziewczyna mnie niszczy.
Dziewczyna, która ostatni rok spędziła w szpitalu psychiatrycznym. Dziewczyna, która próbowała mnie zastrzelić za to, że ją pocałowałem. Dziewczyna, która uciekła ode mnie z innym mężczyzną.
Oczywiście, w takie właśnie dziewczynie mógłbym się zakochać. 
Przyciskam pięść do ust.
Tracę rozum."

 Z każdą czytaną stroną Aaron ma coraz większą wiedzę o przeszłości Julii. Coraz więcej widzi podobieństw między nimi. Coraz bardziej się w niej zakochuje.

"Niczego nie opłakuje.
Biorę wszystko."
^        ^        ^
 Motto życiowe Warnera. Moje motto życiowe. Gdy Aaronowi wymyka się z rąk Julia on nadal się nie poddaje. Postrzeliła go. Skrzywdziła. Zraniła. Złamała mu serce. Kit z tym. Znajdzie ją, aby się upewnić, że jest bezpieczna. To wzruszające ile on jest w stanie dla niej zrobić nawet, gdy wie, że ona go nienawidzi. Że wybrała innego. O takiej miłości w prawdziwym świecie można pomarzyć, dlatego z bólem i wzruszeniem na sercu czytałam każdą kolejną kartkę z zapisem opowieści Warnera.


 "I nie przepuszczę okazji, żeby złamać Kentowi kark.
Tej podstępnej kanalii. Idiota  myśli, że udało mu się zdobyć ładną dziewczynę. Nie ma pojęcia, kim ona jest. Nie ma pojęcia, kim ona się kiedyś stanie.
A jeżeli mu się wydaje, że do niej pasuje, to znaczy, że jest większym idiotą, niż myślałem."

 Fakt, że Aaron nie lubi Adama ani trochę mnie nie dziwi. W sumie tak, jak ja Adama nie lubię, Warner go nienawidzi i co się dziwić. Ukradł mu dziewczynę sprzed nosa. No... tak jakby ukradł. Mało ważny szczegół, że ona sama chciała uciec, choć Aaron jest tego boleśnie świadomy.

"Zapominam, że ona mnie nienawidzi, pomimo że tak bardzo jestem w niej zakochany.
Bo jestem.
Tak bardzo.
Bezgranicznie. Bez pamięci. Nigdy dotąd nie zaznałem takiego uczucia. Nigdy. Wiem, co to wstyd, tchórzostwo, słabość i siła. Nieobce mi są przerażenie i obojętność, nienawiść do samego siebie i obrzydzenie. Widziałem rzeczy, których nie da się zapomnieć.
A jednak nigdy nie zaznałem równie potężnego, przerażającego, paraliżującego uczucia. Czuję się tak, jakbym był kaleką. Zrozpaczonym i bezradnym. W dodatku jest coraz gorzej. Codziennie czuję się bardziej chory. Pusty i obolały.
Miłość to niegodziwiec dla serca.
Doprowadza mnie do szaleństwa."

 Jak go tu nie kochać... Czytając to jestem ciut wściekła na Julię. Tak naprawdę oceniła Warnera z góry. Od początku ją do niego ciągnęło, a jednak przerażona uciekła z Adamem. Ale cóż... Nic nie dzieje się bez przyczyny, a co ma się zdarzyć, się zdarzy. A zdarzy się wiele jak wiecie!

 Fracture Me

 
"Czasem mam wrażenie, że ona po prostu znika, usuwa się w jakiś kąt własnego mózgu i pozostaje tam przez jakiś czas, rozmyślając o sprawach, o których nigdy nie zechce rozmawiać."
^      ^      ^
 I ta świadomość, że on to myśli w momencie, gdy ona rozmyśla o nocnym spotkaniu z Warnerem...
 Nigdy nie ukrywałam swojej niechęci do Adama. Zawsze byłam przeciw jego związku z Julią. I ta nowela tylko upewnia mnie w kwestii, że on zdecydowanie nie zakochał się w niej. Zakochał się w wyobrażeniu Julii, które sobie stworzył.

"James przywiera do mnie.(...) Zawsze był jedynym stałym elementem w moim życiu. Umarłbym gdyby coś mu się stało.
Nigdy nie będę nikogo kochał tak jak tego chłopca"

 Wcześniej jedną z rzeczy, która również rzucała mi się w oczy podczas czytania trylogii, ale nigdy o niej nie wspomniałam, była relacja Jamesa i Adama. Dwóch braci. Miałam wrażenie nie miłe, że w razie wyboru to James zawsze będzie na pierwszym miejscu. Nie mówię, że to coś złego, bo to normalne, że rodzeństwo, rodzina jest dla nas ważna. Ale jeśli kogoś kochamy to ta osoba powinna być dla nas równie ważna. Równie. Nie mniej. Nie bardziej. Jak się kocha, to się kocha.
 A u Adama? James był zawsze pierwszy. Zastanawiałam się co by na przykład było, gdyby młodszy brat nie zgodził się na pobyt Julii w ich mieszkaniu? Adam zostawiłby Julię w transporterze?

"- Czy on naprawdę był taki straszny...? - pyta.
- Kto? - pytamy jednocześnie Kenji i ja.
- Warner. Naprawdę był taki bezwzględny?
Boże, ona ma jakąś obsesje na jego punkcie. Jego porąbane życie ją fascynuje, nie mogę tego zrozumieć i doprowadza mnie to do szaleństwa. Już czuję, jak ogarnia mnie złość, wściekłość, nawet zazdrość, chociaż to śmieszne. Warner nawet nie jest człowiekiem. Nie powinienem się z nim porównywać. A ona kompletnie nie jest w jego typie. Pewnie zjadłby ją żywcem"

^      ^      ^
 O tak... Schrupałby ją...  ( ͡° ͜ʖ ͡°)

 A tak serio. Czytając odnoszę wrażenie, że Adam czuję się lepszy. Wywyższa się. Ale to nie tylko w kwestii Aarona, gdzie jest to poniekąd zrozumiałe. To można dostrzec, gdy mówi o Kenjim. O Julii. O Castle'u. Nie podoba mi się to ani trochę. Ma zdecydowanie zbyt wielkie ego, jak na swoje zdolności.

"Julia.
Jasne, że nie ma pojęcia co się dzieje, skąd niby miałaby wiedzieć?
Najsensowniejszą rzeczą byłoby gdzieś ją ukryć. W jakimś bezpiecznym miejscu. Z dala od pola walki. Słabe ogniwo może zrujnować całą akcję, a to nie jest najlepsza pora, żeby ryzykować"

 Wkurza mnie jego podejście, że Julia to bezbronna dziewoja, którą trzeba ochronić przed smokiem. Facet! Ona zabija dotykiem! Nawet Ciebie dałaby radę zabić!
 Ehh.. Adam naprawdę potrzebuję dziewczyny, którą będzie musiał niańczyć i co ważne, która mu na to pozwoli.

"Kenji uśmiecha się szeroko.
- Dobra. Chodźmy po naszą dziewczynę.
- Moją dziewczynę - poprawiam go. - Ona jest moją dziewczyną.
Kenji prycha i ruszamy w stronę bloków.
- Jasne. Poza tym, że właściwie nie jest twoją dziewczyną. Już nie jest."
^      ^      ^
 Kenji wszędzie uratuje sytuację! Może chociaż ty kochany uświadomisz mu wreszcie, że Julia z nim zerwała i to już kawałek czasu temu?

"Jest moją jedyną nadzieją na tym zrujnowanym świecie. Jedynym powodem, żeby żyć, tylko o niego zawsze walczyłem. Bez niego bym nie istniał.
James nadaje sens mojemu życiu."

 Nawet gdy Adam potrafi być uroczy to cały jego urok jest przelany na Jamesa. To smutne. Jak tak dalej pójdzie to Kent całe życie będzie friendzonowany i zostanie takim samotnym wilczkiem.

 "- Stary, o czym ty w ogóle mówisz? Czy ty ją kochasz? Gdzie się podział ten twój ogień pod dupą? Myślałem, że będziesz się trząsł, żeby po nią jechać..."

 Mówiłam o Jamesie i o tym, że nie jestem pewna, że gdyby James się nie zgodził to Adam pozwolił Julii spać w swoim mieszkaniu. Tu sytuacja wydaje mi się podobna.
 James jest już bezpieczny. Julia nie. Adam mimo to nie chce zostawiać brata. Jest to wzruszające, oczywiście, ale jak to wypada na tle jego zapewnień miłosnych? Bo jestem święcie przekonana, że Warner bez zastanowienia zostawiłby wszystko, aby ratować Julię. Nawet młodszego brata, który przypominam byłby już bezpieczny!

"Czuję, że się przewracam. Natrafiam na ścianę i opieram się o nią. Ja wiem, kto jest winien. Wiem.
Julia nie żyje przeze mnie."


 Nie będę ukrywać, że poczułam niemałą satysfakcje po przeczytaniu powyższego cytatu.
 Szczerze. Gdyby Julia naprawdę umarła też bym właśnie jego obwiniła. Ale cóż. To tylko moje zdanie...

Dziennik Julii


 " Mam tylko te litery.
 26 przyjaciół, którym mogę powierzyć swoje historie.
 26 liter to wszystko, czego potrzebuję. Mogę łączyć je w morza i ekosystemy. Mogę spinać je z sobą, budując planety i układy planetarne. Mogę budować z nich drapacze chmur i metropolie pełne ludzi, tworzyć miejsca, rzeczy i idee, które są prawdziwsze niż ja i te 4 ściany.
 Nie potrzebuję do życia niczego prócz liter. Ale bez nich by mnie nie było.
 Bo słowa, które zapisuję, są jedynym dowodem na moje istnienie."

Dziennik Julii pokazuje jej najskrytsze przemyślenia, marzenia, cierpienia. I jest to jedno wielkie wow!

"Czy już zwariowałam?
Czy to już się stało?
Po czym to poznam?"


 Co prawda w trakcie czytania można się zorientować, że dużo z tych cytatów jest użytych w "Dotyku Julii", a także w "Destroy Me", jednak mimo wszystko, każdy za każdym razem chwyta za serce.

 Nie chcę wypisywać zbyt wiele cytatów, choć w gruncie rzeczy ta część książki jest z nich stworzona. Każdy z zapisów Julii nadawałby się do opublikowania go. Gdy się to czyta w ogóle zapomina się, że pisała to autorka, Tahereh Mafi, a nie sama Julia. Nie wiem jak trzeba umieć głęboko wnikać w psychikę ludzi, żeby umieć napisać coś ta realistycznego.

"Trzymaj się
Dasz radę
Głowa do góry
Bądź gotowa
Nie daj się
Nie poddawaj się
Nie okazuj słabości
Bądź twarda
Pewnego dnia może będę
Pewnego dnia może
będę
wolna"

 Niektóre z tych zapisków głęboko dają do myślenia. Z resztą nie tylko nam. Warnerowi, który również je czytał, także dostarczają powodów do refleksji.

 Podsumowując całą książkę.
 Zdecydowanie nie brakuje jej emocji. Uczucia negatywne i pozytywne towarzyszą nam z każdą stroną. Brakuje mi słów, aby opisać wzruszenie jakie mnie łapało za gardło, gdy czytałam i polecam tę książkę każdemu, kto zakochał się w twórczości Tahereh Mafi.

"Julia. Trzy tajemnice" nie dostaje oceny. Dlaczego? Już wyjaśniam. Jest to dodatek do książki. Trudno go ocenić. Zdecydowałyśmy wraz z grupą, że dodatki nie będą oceniane w skali 1-10 piór.

Za to z chęcią dowiem się jak wy go oceniacie! Jak oceniacie całą serie! Zapraszam do oceniania!

Wiki

28 grudnia 2016

"Trzy metry nad niebem"





 Ta książka rozdarła moje serduszko na milion malutkich kawałeczków, które skrzętnie zbieram do dziś, a kaca książkowego leczyłam kilka dni, więc ostrzegam, może szkodzić wrażliwym osobom!

 Mam na myśli tu, chyba bardzo dobrze wszystkim znaną pozycję dla nastolatek: Trzy metry nad niebem Frederico Mocci.
 

 Babi to spokojna dziewczyna z dobrego domu, pilna uczennica, córeczka rodziców. Step jest jej zupełnym przeciwieństwem, niegrzeczny chłopak, nadużywający przemocy, uwielbia nocną jazdę motorem i niebezpieczeństwo. Pewnego dnia ich drogi się krzyżują. Każde z nich z tej znajomości wynosi coś innego.

 Oczywiście,  jak to bywa w romansach, łączy ich miłość, ale to jaka! Osobiście uwielbiam ich związek, a jeszcze bardziej pokochałam Stepa, za cały jego sposób bycia, ale też wyjątkowy stosunek do Babi. To, jak wiele dla niej zrobił, jak się poświęcił i jak bardzo się dla niej starał jest cudowne i niebywałe! Kiedy teraz o tym myślę, od razu chce mi się uśmiechać i jest mi cieplutko na serduszku. Najprościej mówiąc, Stefano to chłopak marzeń dla niejednej nastolatki.
 
 Nie zapominajmy jednak o Babi, bez której przecież nie było by tej historii, a ją również bardzo polubiłam. Niby taka rozsądna dziewczynka, zawsze poukładana, ale jednak potrafiła się poświęcić i zaryzykować dla Stepa, przy nim zasmakowała też innego życia. Mimo że na końcu wyzywałam ją od najgorszych i miałam ochotę porządnie jej przyłożyć, to oceniam tę postać na plus.
 Żeby już nie rozwodzić się na temat postaci, których było w tej książce od groma, wspomnę tylko o Pollu, czyli przyjacielu Stepa, którego uwielbiam za poczucie humoru i to, że był tak świetnym przyjacielem.
   

 Głównym tematem tej książki jest rozwijająca się miłości dwóch głównych bohaterów. Ich historia jest przepiękna, właśnie przez to, że życie tych dwojga znacznie się od siebie różni, a mimo to są gotowi wiele dla siebie zrobić
 Pierwsze 100 stron, niestety ale "wymęczyłam" i dosyć długo czytałam, jednak dalszą części pochłonęłam jednego dnia, była przecudowna i nie mogłam się oderwać. Jak już wcześniej wspominałam, w tej historii występuje masa postaci i na początku miałam problem żeby się połapać kto jest kim, ale później dałam radę.
 Na koniec wspomnę jeszcze o zakończeniu, które złamało moje serduszko, jednocześnie płakałam jak bóbr i się złościłam. Dawno żadna książka nie wywołała we mnie aż takich emocji.

 Oczywiście jeszcze ocenka. Z czystym sumieniem polecam wam "Trzy metry nad niebem", naprawdę świetna książka, i daję jej 9/10 Białych piór
Beata

25 grudnia 2016

"Dar Julii"



 Zdaje się, że moje serce przestało bić...

 Recenzja zawiera spojlery dotyczące pierwszej i drugiej części trylogii : "Dotyk Julii", "Sekret Julii". Czytasz na własną odpowiedzialność.

 Znów znajdujemy się w rezydencji Warnera. Tym razem jednak Julia nie jest tam więziona. Teraz jest to jej bezpieczna przystań, jeśli można to tak określić. Tahereh Mafi kończy tę historię z wielkim bum!

"- Dlaczego? - pytam.
To tylko słowo, głupie i proste.
- Dlaczego to koniec? - pytam. Nie oddycham już, właściwie wcale nie mówię, po prostu wyrzucam litery z ust.
Warner na mnie nie patrzy.
Wpatruje się w ścianę, w podłogę, w pościel, we własne zaciśnięte pięści, tylko nie patrzy na mnie nie na mnie jego słowa brzmią tak miękko.
- Bo oni nie żyją, skarbie, Nikt nie przeżył."

 Punkt Omega został zniszczony. Julia oficjalnie nie żyje. Anderson wydał jasny rozkaz dotyczący zbombardowania miejsca bazy. Nic nie pozostało. Nikt nie przeżył. Na pewno?

"Życie bez Adama.
Życie bez Kenjiego, Jamesa, Castle'a, Sonyi i Sary, Brendana, Winstona i wszystkich z Punktu Omega. Wszyscy moi przyjaciele zginęli za przyciśnięciem jednego przycisku.
Życie bez Adama. Obejmuję mocno kolana, modlę się, żeby mój ból minął.
Nie mija.
Adama nie ma."

 Nie żebym ja jakoś bardzo rozpaczała w tym momencie, ale czytając wywód Julii o stracie Adama, nawet mnie zabolało. Choć ten ból mógł być bardziej wynikiem śmierci całej reszty, ale trochę też Adama.
 Przez pierwsze strony wraz z Julią przeżywamy jej żałobę. Czujemy jej ból, jej złość i żądzę zemsty.
A później jest Aaron.

"Zawsze rzucało się w oczy, że Warner jest dumny, ze swojego wyglądu. Jego ubrania są nieskazitelne i leżą na nim, jakby zostały skrojone na miarę. Ale teraz wreszcie rozumiem, dlaczego tyle uwagi poświęcił mojej szafie.
On nie miał zamiaru potraktować mnie protekcjonalnie.
Sprawiło mu to przyjemność.
Aaron Warner, głównodowodzący i regent Sektora 45, syn naczelnego dowódcy Komitetu Odnowy.
Ma słabość do ładnych ubrań."
^       ^       ^
 I tu zaczyna powracać uśmiech! A potem jest już tylko ciekawiej...
Żałuję tylko, bo o ile w "Sekrecie Julii" ten bałagan w literach jeszcze prześwitywał, tak tutaj... tutaj już go w sumie prawie nie ma. Co dziwne książka wiele na tym nie traci, bo cudowne opisy nadal pozostają wspaniałe, jednak ten rozgardiasz w pierwszej części książki dodawał jej trochę smaczku.

"- Nie rozumiem! - wybucha wreszcie. Traci panowanie nad sobą, jego głos staje się piskliwy. - Co takiego mógł co dać Kent? - Wyrzuca z siebie jego nazwisko."
^       ^       ^
 Spokojnie, skarbie. Ja też nie wiem.
 Aaron ma dosyć Julii. Tyle razy już go skrzywdziła, że się mu nie dziwię. Jak na złość ona zaczyna rozumieć, że to co do niego czuje jest silniejsze od niej.
 Robi się to powoli zabawne, ale co dziwne akcja nie zwalnia ani na chwilę i ich wzajemne utarczki wcale nie mają negatywnego wpływu na czytelnika. Ma się wręcz wrażenie, że to jest potrzebne im, by wyjaśnić sobie wszystko.

"Moje oczy wypełniają się łzami i mrugam, i mrugam, ale świat jest bałaganem i chcę się śmiać, ponieważ wszystko, o czym mogę myśleć to jak to wszystko jest zarówno okropne, jak i piękne, że nasze oczy zamazują prawdę, kiedy nie jesteśmy w stanie jej przyjąć."

 No dobra. Nie oszukujmy się. Bez Kenjiego ta książka nie miałaby sensu, więc ten cwaniaczek oczywiście musiał przeżyć. On, oraz osiem innych osób. Tak. Adam też.

"Kenji na chwilę milknie.
- Hej, ehm, przepraszam, że zawracam ci głowę, ale szukam przyjaciółki - mówi. - Nie widziałaś jej? Taka drobna, ciągle płacze, dużo mówi o uczuciach...
- Zamknij się, Kenji.
- Czekaj! - woła - To ty."

 Nieliczna grupa przeżyła bitwę, a z wybuchu Punktu Omega cudem i jakże szczęśliwym wypadkiem uchodzi z życiem jedynie James. Z jednej strony cieszę się, bo pokochałam tego dzieciaka, ale z drugiej... To było takie przewidywalne, ale nie będę narzekać, bo zabiłabym autorkę za jego śmierć.

"Owszem, czuję smutek. Czuję strach. Ale także potrzebę działania i niepokój. Sonya i Sara żyją i są zdane na łaskę Andersona. Musimy im pomóc. Nie czas na to, żeby pogrążyć się w żalu, trzeba coś zrobić.
I niestraszny mi strach, nie pozwolę mu już sobą rządzić.
To strach powinien się mnie bać."
^       ^       ^
 Julia jak widać w załączony cytacie, zmieniła się z Jęczącej Marty w prawdziwą zabójczą rosiczkę. Napędzana żądzą zemsty oraz wizją lepszego życia dla niej i jej przyjaciół zamierza walczyć dalej mimo, jak nam się może wydawać, straconej pozycji.
 Woli ona umrzeć walcząc, niż uciekać całe życie. Uwielbiam takie podejście. Natomiast nie przepadam jak komuś wystarczy szare życie w cieniu, gdy nie oczekuje się od życia więcej niż po prostu możliwość oddychania. Bo to nie życie. Szkoda, że nie wszyscy są tego świadomi...

" - (...) Będziesz nieszczęśliwy.
- Ale będę żywy.
- To nie jest życie - mówię - To nie jest życie...
- Skąd możesz wiedzieć? - warczy. Jego ton zmienia się tak gwałtownie, że milknę osłupiała. - Co ty wiesz o życiu? - pyta. - Kiedy cię spotkałem, w ogóle się nie odzywałaś. Bałaś się własnego cienia. Odchodziłaś od zmysłów z żalu i poczucia winy. Żyłaś we własnym świecie, nie mając pojęcia, co się dzieje na zewnątrz."
^       ^       ^
 Tutaj oto włączyła się moja żądza mordu. Zawarłam pakt z Warnerem, że razem zabijemy gnoja, pfu znaczy się Adama.
 To nie wina Julii, że została uwięziona i nie wiedziała co się dzieje poza murami psychiatryka. Rozumiem, że Adam może czuć się zraniony, ale to nie upoważnia go do mówienia takich rzeczy. To po prostu okrutne. I on jej wmawia, że ją kocha i są dla siebie stworzeni? Ja podziękuję...

"Adam sztywnieje z przerażenia.
 - O czym ty mówisz? - pyta. - Ona nigdzie nie idzie.
Warner drapie się w tył głowy.
- Czy ciebie nigdy nie męczy bycie upierdliwym? Masz w sobie tyle charyzmy co gnijące flaki zwierzaka rozjechanego na drodze.
Nagle rozlega się świszczący, głośny śmiech. Odwracam się w stronę, z której dochodzi dźwięk.
Kenji przyciska rękę do ust, rozpaczliwe próbując powstrzymać chichot. Kręci głową, unosząc rękę w przepraszającym geście. Wreszcie poddaje się i wybucha śmiechem, parskając jeszcze przy bezskutecznych próbach stłumienia go.
- Przepraszam - mówi, zaciskając usta i znowu kręcąc głową. - To nie jest zabawna chwila. Nie jest. Ja się wcale nie śmieję."
^       ^       ^
 Wiedziałam, że Kenji i Aaron się dogadają!
 Spotkanie Warnera, Julii i grupy ocalałych kończy się przeprowadzką wszystkich do rezydencji. No... prawie wszystkich. Duma Adama nie pozwala mu na to, więc wraz z Jamesem zostają w swoim starym mieszkaniu.
 Nie rozumiem dlaczego James ma cierpieć, bo Adam jest zbyt dumny, by przyjąć lepsze warunki mieszkalne, ale choćby ze względu na brata powinien schować ego do kieszeni.

 "Warner wyznał mi miłość, a ja go obraziłam, okłamałam i odtrąciłam. Nawrzeszczałam na niego. Mógł stać z boku i patrzeć, jak umieram, ale nie zrobił tego.
Znalazł sposób, żeby uratować mi życie.

Nie chciał niczego w zamian. Nie miał złudzeń, był przekonany, że kocham Adama i że ratuje mi życie po to, żeby oddać mnie komuś innemu.

Dziś już nie wiem, co zrobiłby Adam, gdybym umierała w jego obecności. Nie wiem, czyby mnie uratował. I ta niepewność jest dostatecznym dowodem na to, że coś między nami nie jest w porządku. Że coś nie było prawdziwe.

Może oboje zakochaliśmy się w swoich złudzeniach."
 Ogólnie jestem niezmiernie ucieszona, że Julia wreszcie zrozumiała, że Adam to nie jest to. Jak już mówiłam w "Dotyku Julii", oni żyli swoimi wyobrażeniami. I miałam rację! Ona to zrozumiała, dzięki Bogu!

"Siedzimy przytuleni. Chciałabym jakoś ulżyć mu w bólu. Chciałabym pomóc mu dźwigać ten ciężar.
- To dziwne, co? - mówi.
- Co?
- Gdybyśmy byli nadzy, już bym nie żył.
- Zamknij się - mówię, śmiejąc się w jego pierś. (...)
- Ale to prawda.
- A w jakim alternatywnym świecie mogłabym być przy tobie naga?
- Tak tylko mówię. Wypadki chodzą po ludziach. Nigdy nic nie wiadomo.
- Trzeba ci baby.
- Eee. Trzeba mnie tylko przytulić. Wystarczy mi przyjaciółka.
Odsuwam się, żeby na niego spojrzeć. Próbuję coś wyczytać w jego oczach.
- Jesteś najlepszym przyjacielem, jakiego mam, Kenji. Wiesz o tym, prawda?
- Jasne, mała. - Uśmiecha się szeroko. - Wiem. Chociaż nie mam pojęcia, dlaczego się z tobą zadaję."

 Przykład przyjaźni Kenjiego i Julii chwyta za serce i co mi się podoba, główna bohaterka nie odnajduję, według schematu, wartości przyjaźni w dziewczynie, współlokatorce tylko w chłopaku. Przyjaźń damsko- męska istnieje!

"- Tylko w taki sposób potrafię żyć - mówi. - Na świecie, na którym jest tyle powodów do żalu, a tak niewiele do wzięcia. Nie żałuję niczego. Biorę wszystko.
Wpatruję się w jego oczy. Trwa to chyba całą wieczność.
Zbliża usta do mojego ucha. Zniża głos.
- Musisz zapłonąć, skarbie. Zapłonąć."

 Dla niedoinformowanych
Zapłonąć = Ignite
Nie żałuję niczego. Biorę wszystko = I grieve nothing I take everything
I
Grieve
Nothing
I
Take
Everything
 Cudo, nie?

Tatuaże Warnera fascynują mnie jak diabli, z resztą jak już pewnie zwróciliście uwagę cały Aaron sprawia, że wpadam w ekstazę...

Dla wszystkich miłośników Aarona : Spokojnie, kochani. W książce nie zabraknie gorących scen z nim w roli głównej... ( ͡° ͜ʖ ͡°)

"To gwałtowny, niewiarygodny pocałunek.
To pocałunek, który każe gwiazdom wspinać się na niebo i rozświetlać świat. Taki, który trwa wiecznie, a jednocześnie nie trwa ani chwili. Dłonie Warnera otulają moje policzki. Odsuwa się, żeby spojrzeć mi w oczy, pierś mu faluje.
- Moje serce chyba tego nie wytrzyma - mówi.
Tak bardzo, bardziej niż kiedykolwiek przedtem, chciałabym zatrzymać chwile takie jak ta, żeby móc odwiedzać je w nieskończoność.
Bo on są wszystkim."
 Pozostaje jeszcze kwestia zakończenia, które mnie tak niezmiernie denerwuje, a jednocześnie tak bardzo mi się podoba... Czuję taki straszny niedosyt. Co było dalej? Jak to się kończy? Czy Warner i Julia żyli długo i szczęśliwie, podbijając świat? Czy Adam jest z kimś? Czy James znalazł dziewczynę dla Kenjiego?  CO BYŁO DALEJ?
 Z drugiej strony... boję się, że dowiedzenie się co było dalej mogłoby zepsuć wszystko. Każdy z nas wyczekuje innego "szczęśliwego zakończenia". Myślę, że może Tahereh Mafi bała się zawieść choćby jedną osobę dlatego pozostawiła do dokończenia tę historię nam.
 Nie wiem co nią kierowało tak naprawdę, ale wiem, że mimo wszystko odwaliła kawał dobrej roboty pisząc tę trylogię.
 A gdyby tak powstała osobna trylogia o Kenjim?! O jeju, ale sobie teraz pofantazjuje...

"- Aaronie - szepczę.
Bierze mnie w ramiona.
A ja się osuwam.
Każdy fragment, każdy mięsień i nerw mojego ciała miękną pod wpływem jego dotyku. Uczepiam się go i trzymam ze wszystkich sił. 
-Wiesz, że przyjdzie tu po nas cały świat? - szepcze wprost do mojego ucha.
Odsuwam się. Patrzę mu w oczy.
- Niech tyko spróbuje. Nie mogę się doczekać"

To co? Czas na ocenę? No cóż nie mogłabym inaczej, muszę być wobec siebie szczera, ta trylogia po prostu pochłonęła mnie w całości."Dar Julii" otrzymuję ode mnie oczywiście BIAŁEGO KRUKA.

 To by było na tyle... chcielibyście! "Julia. Trzy tajemnice" czeka na Was!

Wiki

22 grudnia 2016

"Sekret Julii"






Pora na zdjęcie klapek z oczu Julio...

Recenzja zawiera spojlery dotyczące pierwszej części trylogii : "Dotyku Julii". Czytasz na własną odpowiedzialność.

Julia wraz z przyjaciółmi znalazła się w Punkcie Omega. Zamierzają oni walczyć o lepszy świat. Ale co jeśli przeliczą swoje możliwości? Nie docenią przeciwnika, a serce zacznie płatać figle?


"(...) tyk-tak, nasz czas, tyk-tak, mija. Gna do przodu w zupełnie nowym kierunku i za chwilę zderzy się czołowo z czymś innym
tyk
tyk
tyk
tyk
tyk
to już prawie 

czas wojny" 

 Tahereh Mafi nie przestaje zaskakiwać. Czytając książkę mam wrażenie, że autorka nie miała na nią nawet planu. Po prostu zaczęła pisać, a po drodze pomysły same przychodziły, koncepcje się zmieniały. Bawiła się słowami i uczuciami bohaterów i nagle bum! Powstał ten jeden wielki rozgardiasz, w którym nie sposób się nie zakochać. Co prawda ubolewam, bo tego bałaganu liter tutaj jest coraz mniej, ale jest coś co mi to rekompensuje, ale do tego wrócimy za chwilę.

 "Czuję się tak, jakbym była wypchana cienkimi gałązkami, i wystarczy, że napnę mięśnie, a rozlegnie się trzask i całe moje ciało pęknie. Całe poczucie winy, gniew, frustracja, tłumiona agresja znalazły ujście i wymknęły się spod kontroli. Energia przepływa przeze mnie gwałtowniej niż kiedykolwiek przedtem i nie jestem nawet w stanie myśleć, ale muszę coś zrobić, muszę czegoś dotknąć. Zwijam palce, uginam kolana, cofam rękę i 
uderzam pięścią
pięśćią
pięścią
prosto
podłogę."


 Julia musi się jeszcze wiele nauczyć. Jej moc ją wyprzedza, ucieka z klatki, gdzie była tłumiona przez całe życie. Ale jak kontrolować taką siłę?
 Główna bohaterka sama nie wie, za to coraz bardziej zdaje sobie sprawę jak wielkim zagrożeniem jest nie tylko dla tych, których jej dotyk zabija, ale również dla Adama.
Adam, Adam, Adam...
Jak ja cię nie lubię.

"Nie możemy być razem. Nie będziemy razem. Nie będę ryzykowała, że mogłabym znowu go skrzywdzić, nie chcę być kimś, przed kim będzie odczuwał lęk, nie chcę, żeby bał się mnie dotknąć, pocałować, objąć. Nie chcę odbierać mu szansy na normalne życie z kimś innym, przy kim nie będzie musiał się stale obawiać, że przez przypadek zostanie zabity.
Więc muszę wyciąć siebie z jego świata. Wyciąć jego z mojego."

 Zwykle nie przemawia do mnie idea poświęcenia związku dla "czyjegoś dobra". Gadanie w stylu: "Nie możemy być razem, odchodzę , bo nie chcę cię krzywdzić" doprowadza mnie najczęściej do szewskiej pasji, a jednak tutaj... Tutaj myślałam, że zacznę skakać jak szalona po pokoju ze szczęścia, bo to pierwszy poważny krok w stronę tego, by Julia zobaczyła jak bardzo ona i Kent do siebie nie pasują!
 Oczywiście naszej rosiczce zabijającej dotykiem zajmuje trochę czasu użalanie się nad sobą i tym podobnych, ale w sumie nie dziwię się. Zakochana nie byłam jeszcze, ale mogę się domyślać jak boli strata pierwszej miłości i to przez okoliczności, na które nie mamy zbytnio wpływu.

" I ufają Kenjiemu, kiedy on mówi, że ufa mnie.
Więc teraz mogę być jedną z nich.
I jaka ma być moja pierwsza misja w terenie jako członek Punktu Omega?


Mam być złodziejem."

 Oczywiście kto wyciąga Julię z dołka? Kenji!
Kenji to, tak jak już wspomniałam w recenzji pierwszej części, osoba, która potrafi stanąć na wysokości zadania, gdy jest potrzebna. Jest on klejem, który trzyma wszystkich w Punkcie Omega razem. Potrafi ich rozśmieszyć, gdy tego potrzebują, wesprzeć i przemówić do rozumu. 

"Czasami fascynuje mnie klej.
Nikomu nigdy nie przychodzi do głowy zapytać klej, jak się trzyma. Czy nie czuje się zmęczony sklejaniem różnych rzeczy albo czy się nie boi, że się rozpadną, albo czy się nie zastanawia, z czego zapłacić rachunki.
To trochę jak z Kenjim.
Jest jak klej. Pracuje za kulisami, dzięki niemu wszystko trzyma się kupy, a mnie nigdy nie przyszło do głowy, żeby się zastanowić, jaka jest jego historia. Co właściwie kryje się za jego żartami, sarkazmem i kąśliwymi uwagami."

^             ^              ^
A ja się nad tym zastanawiam od kiedy zaczęłam pierwszy raz czytać tę trylogię. I tak bardzo chciałabym poznać dokładniej jego przeszłość i przyszłość, że aż się serce kraja jak pomyślę, że szanse na to są minimalne.

"Ile razy - słyszę szept w swojej głowie - ile razy będziesz przepraszała za to, kim jesteś?
Słyszę jak Kenji wzdycha. Wierci się na krześle. Nie mam odwagi podnieść wzroku, tylko z furią ocieram policzki, błagając oczy, żeby przestały płakać.
- Musiałem zapytać, Julio. - Głos Kenjiego brzmi nieswojo. - Przykro mi, że płaczesz, ale nie żałuję, że zapytałem. To moja praca." 
  
 W tej części chyba najbardziej (zwłaszcza na koniec) widać jak bardzo Julia przez całą akcję książki
 się zmienia. Jak przeinacza się jej sposób myślenia. Jak zaczyna zdawać sobie sprawę z tego kim jest. Autorka przeprowadziła tutaj bardzo ciekawy zabieg i w trakcie czytania bałam się, że polegnie, jednak wszystko to co się działo z główną bohaterką, jej myśli i czyny wyszły niewiarygodnie naturalnie. Ciekawa jestem czy Tahereh Mafi sama analizowała psychikę człowieka, czy może stworzyła charakter Julii opierając się na jakiejś realnej postaci ze swojego życia.

"Słyszę jak Warner się śmieje.
Widzę, jak się uśmiecha.
Ten uśmiech całkowicie go przeistacza. W jego oczach zapalają się gwiazdy, a usta się rozjaśniają. Jeszcze nigdy nie widziałam jego zębów - są równe, białe, po prostu doskonałe. Idealna powierzchowność u chłopaka o czarnym, czarnym sercu. Aż trudno uwierzyć, że ten człowiek ma krew na rękach. Wydaje się taki miękki, bezbronny, taki ludzki. Jego oczy są zmrużone w uśmiechu, a policzki zaróżowione od zimna.
On ma dołeczki.
To z pewnością najpiękniejsza rzecz jaką kiedykolwiek widziałam."

 I tak oto dochodzimy do części rekompensaty!
 Być może coraz mniej widać bałagan, który tak bardzo mnie zafascynował w pierwszej części, ale za to jest coraz więcej Warnera!

"-"Uciekaj, powiedziałam do siebie". - Warner znowu podniósł do oczu mój notatnik.
-  Proszę - zaczynam go błagać. - Proszę, p-przestań...
Podnosi wzrok, patrzy na mnie, jakby naprawdę mógł mnie zobaczyć, zajrzeć do mojego wnętrza, jakby chciał, żebym ja zajrzała do jego wnętrza, a potem spuszcza wzrok, odchrząkuje, czyta znowu. Czyta mój dziennik."

 Dowiadujemy się o Warnerze coraz więcej. Na przykład jak ma na imię. Czekałam, aby się tego dowiedzieć przez kilkaset stron i oto jest!
 Zakochałam się.
 Mam  wrażenie, że Warner naprawdę rozumie Julię. Sam nie miał łatwego życia jak się można domyślić i z biegiem czasu główna bohaterka sama odkrywa jak wiele ich łączy. Jak bardzo czuje się sobą przy nim. Problem w tym, że zaczyna ją to przerażać. W końcu kto normalny zakochuje się w potworze?

"- Idź do diabła! - krzyczy Adam do Warnera.
- To, że ja idę do diabła, nie oznacza, że ty kiedykolwiek będziesz na nią zasługiwał - mówi Warner."

 Tak naprawdę to chyba jedyny trójkąt miłosny, który tak lubię, mimo, że mnie wkurza. Bo mimo wszystko Adam był tutaj czynnikiem kluczowym, tak samo jak Warner. Bez Adama Julia nie wydostałaby się z rezydencji Warnera, nie poznała Kenjiego, Punktu Omega. Cała akcja książki straciłaby sens. Znaczenia mojego ulubieńca chyba nie muszę tłumaczyć, ale dla tych mniej świadomych, powiem tylko : to on jest tutaj siłą napędową!

"- Odbyłem właśnie rozmowę z niejakim (...) Warnerem, który twierdzi, że może pani dotknąć bez żadnych konsekwencji i że pani jest tego w pełni świadoma.
Ale numer. W wieku 17 lat umarłam na udar."

 Dla tych, którzy przeciw Warnerowi, zaraz zaczną mi powtarzać, że oni nie mogą być razem, bo Julia zabije go dotykiem : ON JĄ MOŻE DOTKNĄĆ! 
Taak... Byłam w raju jak się o tym dowiedziałam. Gorzej oczywiście przyjął to Adam, ale mniejsza z nim.

 "On jest w pani zakochany - szepcze Castle, jakby właśnie doznał olśnienia. Śmieje się głośno, krótko. Kręci głową. - Uwięził panią, a przy okazji się w pani zakochał."

 Pisząc to szczerze się jak głupia. Jak widać nie tylko jak dostrzegam tutaj niektóre rzeczy. Castle - mój ziomek. 


IGNITE

hell is empty
and all the devils are here



 Wstrząsające jest to, jak wiele może nam powiedzieć o kimś zwykły napis, bądź rysunek, znajdujący się na ciele. Tutaj te (nie)zwykłe napisy szarpią za duszę.

 "- Zawsze można uniknąć zabijania ludzi, Warner. Można tego uniknąć, unikając wojny.
Ale on tylko uśmiecha się zniewalająco, zupełnie nie słuchając tego, co mówię.
- Uwielbiam, kiedy wymawiasz moje imię - mówi - Nawet nie wiem dlaczego
- Warner to nie jest twoje imię - zauważam. - Masz na imię Aaron.
Jego uśmiech się rozszerza, jest taki szeroki.
- Boże, uwielbiam to.
- Swoje imię.
- Tylko wtedy, kiedy ty je wymawiasz.
- Aaron? Czy Warner?
Jego oczy się zamykają. Opiera głowę o ścianę. Dołeczki."

^           ^           ^
 Powyższy moment jest chyba jednym z moich wielu ulubionych. Ich rozmowy są tak rozbrajające, że czasem nie wiem czy śmiać się czy płakać.

"Tak - mówi, przełykając ślinę. - Tak mówiłem. Chcę być twoim przyjacielem. - Kiwa głową, a ja rejestruję nieznaczny ruch powietrza między nami. - Chcę być tym przyjacielem, w którym się beznadziejnie zakochasz. Tym, którego weźmiesz w ramiona i do swojego łóżka, i do osobistego świata w swojej głowie. Takim przyjacielem chcę być - mówi. - Takim, który zapamięta rzeczy, które mówisz, kształt twoich ust, kiedy je mówisz. Chcę znać każdą krzywiznę, każdy pieg, każde drżenie twojego ciała, Julio..."

 Gdzie szukać sadysty romantyka o skłonnościach autodestrukcyjnych? Chyba wyruszę do psychiatryka.
 Muszę przestać nawijać o Warnerze. To się robi obsesyjne...
 Porozmawiajmy o pogodzie.
 Zapomniałam tylko, że świat, w którym mieszkają bohaterowie nie ma w tej sprawie zbyt wiele do powiedzenia. Jest zniszczony. Przez ludzi. Przez nas.

"Wiadomość z nieba jest czytelna: miarka się przebrała.
"Miarka się przebrała i teraz spotka was kara. Zapłacicie za krew, którą przelewacie strumieniami. Nie mogę dłużej stać z założonymi rękami, już nie. Zniszczę was!", mówi do nas niebo.
"Jak mogliście mi to zrobić?", szepcze wiatr.
"Ja dałem wam wszystko".
"Nic już nigdy nie będzie takie jak kiedyś"."

 Smutne jest, że jeśli ludzie naprawdę nie zaczną dbać o otaczający nas świat możliwość, że natura sama nas zabije w zemście jest bardzo realna. Bo taką rzeczywistość widzimy w książce. Koniec już się zaczął. Ludzie sami go zaczęli i dokąd ich to zaprowadziło? 

"Zawsze czułam się tak, jakby musiała chronić Adama przed samą sobą, przed koszmarną historią, jaką jest moje życie. Zawsze bałam się go przerazić albo powiedzieć mu zbyt wiele - ze strachu, że się zorientuje, jaką popełnił pomyłkę, ufając mi i obdarzając mnie uczuciem.
A przed Warnerem niczego nie muszę ukrywać."


 W skrócie.
 Sekret Julii dotrzymuje tempa pierwszej części. Akcja toczy się z jeszcze większym rozpędem, humor przychodzi, gdy się najmniej spodziewamy, a emocje wylewają się z każdej strony, z każdego zdania, z każdego słowa, z każdej litery...


"Może widzą to, co ja widzę w tej chaotycznej, zamglonej perspektywy. Rozpacz, cierpienie, sposób, w jaki na mnie patrzy - jakby miał umrzeć, jeśli ja umrę.
I przychodzi mi do głowy, że to ciekawy prezent pożegnalny od świata.


Okazuje się, że nie umieram w samotności."

"Sekret Julii", tak samo jak jak poprzednia część trylogii o Julii dostaje ode mnie oznaczenie BIAŁEGO KRUKA. Nic nie poradzę, że tyle rzeczy tutaj uwielbiam...

Zapraszam na obecną już recenzję "Daru Julii".

Wiki

19 grudnia 2016

"Kłamca"


Kłamca, kłamca, kłamca...
To słowo odbija się w moim umyśle cichym echem już od kilku lat. Nienawidzę tego słowa jak i ludzi, których można nim określić. A to ze względu na nieprzyjemny okres w moim życiu, w którym otaczali mnie praktycznie sami kłamcy. Od tamtego czasu nie toleruję kłamstw. Sama też nie kłamię, i choć często sprawia mi to wiele kłopotów, bo ludzie nie są przyzwyczajeni do szczerości (dlaczego?) i nierzadko odbierają moją szczerość jako zwyczajne chamstwo, to przestałam się tym przejmować. A od kłamców trzymam się z daleka ale...
No właśnie - ALE! Przyznaje się bez bicia, że jest jeden Kłamca, którego pokochałam całym serduszkiem. :D
 ODKĄD NIE MA BOGA, ANIOŁY NIE GRAJĄ FAIR.
Valhalla legła w gruzach. Loki, adoptowany syn Odyna, patron oszustów i zdrajców, staje po stronie trumfujących zastępów pańskich. W świecie, gdzie zbłąkane, mitologiczne bóstwa bratają się z piekielnymi demonami, jego usługi są dla Niebios bezcenne.

Loki staje się anielskim chłopcem na posyłki. Tak przynajmniej sądzą archaniołowie... On ma własne plany.

Są na tym i tamtym świecie sprawy, których nie da się załatwić z aureolą na głowie.
Tak przedstawia się opis z tyłu książki. Intrygujące, prawda? :D
Szczególnie zdanie wytłuszczonym drukiem. Bo to właśnie to zdanie skłoniło mnie ostatecznie do kupna tej książki. No i oczywiście ten nagłówek... Dziwny, niejasny, troszku niepokojący. Byłam ciekawa co też takiego ta książka ma w sobie, że posiada tak dziwaczny i mroczny opis, i dlaczego zyskała w polskiej fantastyce taki rozgłos.
- Zawiadomiłem o wycieku. - Loki wzruszył ramionami. - I poczekałem z wybuchem, aż gość się zbliży. Czy to podchodzi pod nieumyślne?
- Jesteś potworem!
- Tak - zgodził się Kłamca. Sięgnął pod siedzenie i wyciągnął nadpaloną księgę. - I to sprytnym. Jak myślisz, ile da mi Michał za, powiedzmy, jakąś połowę jego listy?

Przyznam szczerze, że nie oczekiwałam od tej książki... "cudów", że tak to ujmę. Podeszłam do tej pozycji raczej z dystansem, a to z kilku powodów.
Po pierwsze "Kłamca" to dzieło polskiego pisarza Jakuba Ćwieka, a osobiście nie czytam za wiele z rodzimej literatury. Sparzyłam się kilka razy i teraz jestem ostrożna. Po drugie książka jest mega krótka. Całość ma niecałe 270 stron. Zazwyczaj nie sięgam po tak krótkie tytuły. Ledwo zacznę książkę, a ona już się kończy... Nie, jak dla mnie zdecydowane NIE. Po trzecie, jak się okazuje już po przeczytaniu kilku stron, książka to tak naprawdę zbiór opowiadań. Widząc to trochę zwątpiłam w to, że dotrwam do końca, ponieważ zbiór opowiadań to najbardziej znienawidzina przeze mnie forma, w której może być napisana książka. Ale pomyślałam: "Spokojnie Sylwia, powoli. Daj jej szansę. I tak przez najbliższy tydzień nie będziesz miała nowych książek. Biblioteka w remoncie, a zamówienie dopiero spakowali. Podejdź do tego na luzie, fotel, kocyk, kubek gorącej mięty i cały wieczór w spokoju z książką."
Nie może być nic prostrzego - myślał - niż ograć anioła w pokera na parę piór.
Dopiero po pół godzinie spostrzegł, że przeoczył mały szczegół - oni czytają w myślach.

I wiecie co? Wstyd mi teraz, że na początku tak potraktowałam tą książkę!
Z każdym kolejnym opowiadaniem Ćwiek, jego styl pisania, humor oraz cięty język coraz bardziej wkradały się do mojego serca. Pokochałam postać Lokiego. Jest jedyny w swoim rodzaju. Łobuzerski, przebiegły, sprytny, nie uznający zasad Nieba, działający niekonwencjonalnie. Po prostu uwielbiam takie postacie w literaturze. W tym wszystkim pojawiają się inni, równie wyraziści, bohaterowie. Michał przedstawiony jako, delikatnie mówiąc, bezkompromisowy, potężny furiat z mieczem i ognistym tatuażem, a także tajemniczy i milczący Rafael, to idealne dopełnienie tej dziwacznej ale świetnej konstrukcji. Trzeba też wspomnieć o tym, że Ćwiek nie boi się brutalnych scen czy wulgaryzmów. To fakt, występują tam one, ale bez obaw! Są na tyle sprytnie poprowadzone i zrównoważone odpowiednią dawką humoru, że nie narzucają się i nie rażą po oczach, a jedynie dodają fajnego "pazura" całości. Do tego umiejętnie poprowadzone przez Jakuba Ćwieka dialogi dodają tego "smaczku", sprawiając, że czytelnik cały czas czuje niedosyt i chce więcej. Ale nie ma tak dobrze... Pamiętacie co pisałam? Książka ma ledwie 270 stron, co jest jej ogromnym minusem. Całe szczęście, że są kolejne części, których jestem niezmiernie ciekawa. :D
- Czego, kurwa?! - warknął.
Loki uśmiechnął się.
- Potrzebne mi twoje ubranie, broń... i motor - odparł.
- To bierz i spierdalaj! - motocyklista odwrócił się na drugi bok, zaraz jednak, po raz kolejny kopnięty, wrócił do swojej poprzedniej pozycji.
- Daj mi spać, człowieku - w przepitym głosie słychać było błagalną nutę. Kłamca przykucnął obok i złożył ręcę, opierając łokcie na kolanach.
- Zapomniałes się rozebrać - przypomniał.
Muszę was też ostrzec. Jeśli sięgając po tę książkę macie w głowie obraz Lokiego, którego przedstawił nam Marvel oraz spokojnych, dobrych Aniołów, których znamy z religii... radzę wam dobrze, ZAPOMNIJCIE WSZYSTKO CO O NICH WIECIE.

Podsumowując: książka bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła. Ma wiele odniesień do mitologii nordyckiej lecz pojawiają się tam również elementy mitologii egipskiej oraz wątki ze współczesnej literatury bądź kina. Postacie są dobrze wykreowane i każda z nich ma swój niepowtarzalny charakter. Mimo tego wszystkiego Ćwiek wciąż nie przekonał mnie do tej formy książki jaką jest zbiór opowiadań. To dla mnie duży minus. Po prostu nie lubię zbiorów i póki co tego się trzymam bo nie znalazła się jeszcze książka, która by mnie do nich przekonała. Kolejnym minusem jest to, że książka jest bardzo krótka ale o tym już pisałam nie raz, więc po prostu przejdę do oceny.

"Kłamca" otrzymuje ode mnie 7 białych piór.

Sylwia

Dziękuję za uwagę i zapraszam do regularnego śledzenia bloga oraz komentowania.
Miłego dnia!

13 grudnia 2016

"Dotyk Julii"



 Moja wewnętrzna Harley Quinn odnalazła swojego Jokera...

 Ludzie zniszczyli świat. Zwierzęta powymierały, rośliny to rzadkość, jedzenie jest sztucznie regenerowane, ludzie zaczęli mutować, Komitet Odnowy wmawia wszystkim, że czas zacząć nowe życie... A w środek tego zamieszania trafiamy my.
Tahereh Mafi odwaliła kawał dobrej roboty pisząc tę trylogię...

"Nie mam pojęcia gdzie jestem.Wiem tylko, że ktoś przywiózł mnie tutaj białą furgonetką i że zajęło mu to 6 godzin i 37 minut. Wiem, że byłam przykuta kajdankami do siedzenia. Potem przypięto mnie pasami do krzesła. Wiem, że moi rodzice nie zadali sobie trudu, żeby się ze mną pożegnać. Wiem, że nie płakałam, kiedy mnie zabierano."

 Julia jest zamknięta w ośrodku dla wariatów od 264 dni. Samotna w celi jedyna rzecz jaka pozwala jej na zatrzymanie zdrowego rozsądku to dziennik, który prowadzi. Jednak, któregoś dnia w jej celi zamieszkuje Adam. 

"Dzisiaj zobaczę ptaka. Będzie biały, ze złotymi prążkami na głowie, przypominającymi koronę. Będzie latał. Dzisiaj zobaczę ptaka. Będzie biały, ze złotymi prążkami na głowie, przypominającymi koronę. Będzie latał. Dzisiaj..."

 Julia zna Adama z dzieciństwa, lecz on najprawdopodobniej jej nie pamięta. Siedząc w jednej celi, zamknięci i głodzeni w końcu wywiązuje się między nimi nić porozumienia. Jednak autorka nie pozwala, by akcja spowolniła. Nie ma takiej opcji. Julia wraz z Adamem - jednak już nie więźniem - zostaje przetransportowana do rezydencji Warnera - syna naczelnego dowódcy Komitetu Odnowy, w którym się znajdują. 
 Wydaje się on być nią zafascynowany, a dokładniej jej umiejętnościami.
Aaa ... nie wspomniałam, że Julia potrafi zabijać dotykiem, a jak się później okazuje posiada też inne ciekawe umiejętności... To się nazywa kobieta z pazurem! Myślę, że dalszych zdarzeń nie będę opowiadać, aby nie psuć wam zabawy.

"Teraz już wiem, że naukowcy się mylą.
Ziemia jest płaska.
Wiem to, ponieważ zepchnięto mnie z jej krawędzi, choć przez 17 lat próbowałam się jej trzymać. Próbowałam wspiąć się z powrotem, ale pokonanie grawitacji graniczy z cudem, kiedy nikt nie chce podać ci ręki.
Kiedy nikt nie chcę ryzykować, dotykając cię."

 Chciałabym poruszyć tyle tematów naraz, mam tak wielki bałagan w głowie, że nie wiem od czego zacząć.
 Może spróbuję po kolei...
 Kocham styl pisania tej książki. Zamęt jaki w niej panuje przez skreślone słowa i te cudowne opisy wprawia mnie w taki zachwyt! To taki - profesjonalnie nazwany - artystyczny nieład, którego jestem fanką, ale tylko tutaj ujrzałam go przelanego na papier w postaci liter, słów, zdań, rozdziałów... Boże... Pisząc tą recenzję mam zapisane kilkadziesiąt cytatów, którymi tak bardzo chciałabym się z wami podzielić, bo są wstrząsające, wzruszające, wspaniałe, wielkie i ciężko mi wybierać między nimi.

"Spójrz na mnie - o to chciałabym cię poprosić. Porozmawiaj ze mną raz na jakiś czas. Znajdź lek na te łzy, bo naprawdę chciałabym odetchnąć. Choć raz w życiu."

"Dotyk Julii" nie był przeczytany przeze mnie raz i nie dwa, a mimo to pamiętam doskonale moje pierwsze wrażenia po przeczytaniu jej. Dokładnie pamiętam też jak bardzo teksty zawarte w tej książce wywarły wpływ na moje myślenie. Oczywiście zmieniło się ono w pozytywnym tego słowa znaczeniu. To dzięki tej trylogii zaczęłam pisać i dzięki niej poznałam Drużynę Białych Kruków!

 "Nagle czuję na plecach jego rękę.
Jego dotyk parzy mi skórę przez warstwy tkaniny, oddycham tak gwałtownie, że prawie pękają mi płuca. Zostaję uchwycona przez przeciwne prądy chaosu, tak bardzo pragnę tak bardzo pragnę tak bardzo pragnę być blisko, tak bardzo pragnę być daleko. Nie wiem, jak się od niego odsunąć. Nie chcę, się od niego odsunąć.
Nie chcę, żeby się mnie bał."

 Jak można się spodziewać Adam i Julia mają się ku sobie, jednak nigdy nie sądziłam, żeby to był dobry pomysł. Wspominałam już, że tych dwoje już się zna. Można łatwo wydedukować, że Adam prawdopodobnie był jej pierwszą miłością, jednak ja wolę nazywać go jej pierwszym crushem.
 Dlaczego? Już wyjaśniam.

"Miałam tyle czasu na słuchanie. 
Patrzenie.
Na studiowanie ludzi, miejsc, możliwości. Wystarczy otworzyć oczy. Albo książkę. Kartki książek krwawiły opisanymi na nich historiami. Przelanymi na papier wspomnieniami.
Spędzałam życie między kartki książek.
Z braku bliskości z ludźmi budowałam więzi z papierowymi postaciami. Przeżyłam miłość i stratę z powieści historycznych, doświadczyłam dojrzewania przez analogię. Mój świat jest utkaną ze słów pajęczyną, splatającą kończyny, kości i ścięgna, myśli i obrazy. Jestem istotą złożoną z liter, postacią stworzoną przez zdania, wytworem wyobraźni, fikcją."

 Często zdarza się, że zauroczyć potrafi nas osoba, której nie znamy. Nigdy z nią nie rozmawialiśmy, ale wyobrażamy sobie jaka jest. W większości są to zalety. Adam idealizuje Julię. Julia robi wszystko, by dostosować się do tego co on jej powtarza/wmawia, bojąc się okazać prawdziwą siebie, w obawie że zostanie wtedy odrzucona. Tak nie wygląda zdrowy związek. W zdrowym związku, nie niszczącym nas, możemy być najgorszą wersją siebie przy tej osobie w zaufaniu, że ta nas zrozumie.
 O tyle co ją mogę zrozumieć z tym naiwnym spojrzeniem na miłość, bo w końcu jakbym była przez niecały rok zamknięta w izolatce, a wcześniej zostałabym odrzucona przez społeczeństwo też pewnie rzuciłabym się na pierwszego lepszego "wybawce", a gdyby był to mój crush to... no właśnie. On jednak całe życie żyje złudzeniami, a przynajmniej takie ja odnoszę wrażenie.
 Jednak mimo to, że Adam nie jest moim wymarzonym księciem z bajki, to szczerze uważam, że związek tej dwójki bohaterów był poniekąd potrzebny, abyśmy mogli mieć inne spojrzenie na dalsze wydarzenia.

"Nigdy nie powiedziałam jej synkowi: tak mi przykro.
Ja tylko podałam mu rękę
Działałam w odruchu serca
Myślałam tak wiele rzeczy
Nigdy
nigdy
nigdy
nidgy
nigdy nie myślałam, że
- Zabiłaś małego chłopca"

 Co do mojego Jokera na wstępie...
 Odkryłam w sobie słabość do sadystów. Mniejsza już o to, że rzeczywiście Jokera uwielbiam i wybaczyłabym mu wszystko, ale w tym wiem, że nie jestem jedyna, bo cały świat go wielbi, a jednak oblicze Warnera pokazane w tej części książki jest oszałamiające. Wystarczy przeczytać cytat poniżej!

"Jego usta powoli rozciągają się w uśmiechu. Palcami w rękawiczce dotyka mojego policzka, a kiedy się wyrywam, chwyta mój podbródek i unosi mi głowę.
- Jesteś bardzo apetyczna, kiedy się złościsz.
- To pech, bo dla twojego podniebienia jestem trująca. - Aż drżę z obrzydzenia"

 A ja zadrżałam z zachwytu! I jeszcze te pazurki Julii! Jak się tu nie szczerzyć jak głupia?
 Najśmieszniejsze jest, że cokolwiek Warner zrobi ja i tak jestem po jego stronie. Nie wiem czy ktoś nie dzwonił już żeby mnie wysłali do wolnej celi Julii...
 Jest opcja, że nie patrzę obiektywnie, ale miłość nie wybiera, kibicuje Warnerowi całą sobą.

 I tak oto doszliśmy do kolejnego bohatera, tym razem drugoplanowego, który podbił moje serce.

"- Facet, no weź chciałem ją tylko zobaczyć...
- Ona nie jest jakimś cholernym widowiskiem, Kenji. Idź do diabła.
- Czekaj... Powiedz tylko" potrafi zapalić gówno spojrzeniem?"

 Kenji Kishimoto, dzięki, któremu na moją twarz nie raz podczas czytania wpłynął wielki uśmiech - głownie z powodu jego suchych tekstów, ale nic nie poradzę, że takie mnie akurat bawią - za co jestem wdzięczna. Jest to ten typ bohatera drugoplanowego, który mimo swojej swobodnej natury i frywolności potrafi stanąć na wysokości zadania, gdy przychodzi co do czego. A jednak pryczę w komorze sercowej Kenji dzieli z pewnym małym chłopcem.

"- Co jeszcze Adam ci o mnie mówił?
- Powiedział, że nie masz rodziców. Powiedział, że jesteś taka jak my.
Moje serce jest jak kawałek masła, które mięknie w gorący letni dzień. Mój głos łagodnieje.
- A ile ty masz lat?
- W przyszłym roku będę miał jedenaście.
Śmieję się.
- Więc masz dziesięć?
Zakłada ręce. Marszczy brwi.
- Za dwa lata będę miał dwanaście.
Chyba już kocham to dziecko." 

 James przypomina mi po trosze mojego młodszego brata. Buntowniczy i hardy, próbujący za wszelką cenę coś znaczyć. Myślę, że w każdej książce prócz słodkich słówek zakochanych, powinien się pojawić element, który naprawdę doda scenerii trochę uroku, a co lepiej nie wypełni tego zadania niż taki odważny słodziak jak James? Tutaj trafił on idealnie.

"Kenji odwraca się, żeby na mnie spojrzeć. Zdobywa się na głupi uśmiech.
- Auu, ty mi ufasz?
- Kiedy nic mi nie stoi na linii strzału. - Zaciskam rękę na broni.
Uśmiech robi się krzywy.
- Nie wiem dlaczego, ale nawet lubię, kiedy mi grozisz.
- Dlatego, że jesteś idiotą.
- Eee - kręci głową. - Masz seksowny głos. W twoich ustach wszystko brzmi pikantnie."

"Dotyk Julii" to zdecydowanie książka, do której jeszcze nie raz będę wracać. Kocham jej bohaterów, choć Adama friendzonuje, uwielbiam poetyckie opisy Julii, zboczenia Kenjego, sadyzm i psychozę Warnera. Z zamiłowaniem obserwuje akcję, bunt i każdą chwilę pogoni, gdy serce dostaje palpitacji serca. Mam nadzieję, że dałam radę wam przekazać choć w części to co chciałam oraz, że wy się nie zawiedliście na tym przekazie.

"- Śmiech jest oznaką życia. - Wzruszam ramionami, starając się, żeby to brzmiało obojętnie. - Do tej pory tak naprawdę nie żyłam."

"Dotyk Julii" ode mnie dostaję BIAŁEGO KRUKA, czyli ocenę maksymalną! Pierwszy okaz znaleziony, kochani!

Recenzja drugiej części trylogii o Julii --> Sekret Julii.

Wiki

11 grudnia 2016

"Musimy coś zmienić"



Okładka mnie zaczarowała, a treść sprawiła, że rzygałam tęczą.


"Musimy coś zmienić" autorstwa Sandy Hall to nie jest typowe romansidło dla młodzieży. Narratorem nie jest główny bohater czy główna bohaterka. Narracja nie jest też prowadzona w trzeciej osobie. O nie. Tę historie opowiada 12 różnych osób, Ławka i Wiewiórka.

"Ławka (na dziedzińcu)
Przez całą cholerną zimę nikt na mnie nie siada z wyjątkiem głupiej wiewiórki (...) Gdybym mogła wypuściłabym kolce. To by im dało do myślenia wiosną, gdy zaszczebiocą ptaki i przygrzeje słońce. Usiedliby, a ja trafiłabym kolcami w ich pulchne tyłki."

Pisana zabawnym i swobodnym stylem sprawia, że nie trudno ją połknąć w kilka godzin, a najlepsze i najśmieszniejsze jest to, że w rolę Gabe'a i Lei może się wcielić każdy! 

Myślę, że wszyscy mamy osobę, na której lubimy zawiesić oko (tak to ujmę) i być może, gdy nie patrzymy ona odwzajemnia spojrzenie myśląc, tak samo, jak my o swoich zerowych szansach powodzenia… Tutaj sytuacja jest identyczna, no ale zawsze znajdzie się ktoś, kto zamiast nas dostrzeże rzeczy oczywiste. Tutaj jest to:

--> Najlepsza przyjaciółka Lei
 "Chyba właśnie - po raz pierwszy w życiu - byłam świadkiem romantycznego studenckiego zderzenia. Przypuszczam, że takie spotkania są ty bardzo częste"

--> Brat Gabe'a
"- Pracujesz z Leą?
- Nie, z najbardziej denerwującą dziewczyną na świecie. Chciałbym, żeby to była Lea.
Widząc jego minę, nietrudno mu uwierzyć. Niestety, tkwiący we mnie starszy brat nie potrafi pohamować swojej mrocznej strony.
- Więc Lea ci się podoba!"

--> Kierowca autobusu, którym wracają wspólnie do domu
"Zwróciłem uwagę na chłopaka, ponieważ niezgrabnie trzyma się poręczy. Twierdzenie, że ktokolwiek jest ekspertem w dziedzinie trzymania się byłoby śmieszne, ale on robi to naprawdę fatalnie. Jest niezdarny i wygląda tak, jakby od przytrzymywania barierki bolało go ramię. Chciałem mu pokazać, jak ją chwytać. Jednak kilka dni temu zdałem sobie sprawę, że chłopak tak dziwnie trzyma poręcz po to, aby raz na jakiś czas znaleźć się w przestrzeni zajmowanej przez tę dziewczynę (...) Nigdy nie odważył się usiąść obok dziewczyny. Sprawia wrażenie, jakby był szczęśliwy mogąc się tak czaić."

--> Wykładowczyni kreatywnego pisania,  która wręcz ich swata, oraz jej żona
"Zaczynam swoją typową przemowę wygłaszaną z okazji rozpoczęcia kursu i równocześnie rozdaję programy nauczania. Robię to automatycznie i próbuję przy tym wyłonić dwoje studentów, którzy tworzyliby idealną parę. Mam do tego swoisty talent."
--> Dostawca chińszczyzny
"Te zamówienia nie mogą być prawidłowe. Te same potrawy dla dwojga różnych ludzi w dwóch różnych pokojach w tym samym akademiku?"
--> Kelnerka w kawiarni, gdzie przesiadują
"Niektórzy mężczyźni po prostu muszą robić wszystko we własnym tempie. Gabe najwyraźniej jest jednym z nich. Ale jeśli będzie się zbyt długo zbierał, wierzcie mi, że któregoś dnia wezmę sprawy w swoje ręce i przyniosę Lei szklankę pysznego, świeżo wyciśniętego soku z pomarańczy. Powiem jej, że napój postawił jej ten przystojniak."

--> Przyjaciel Gabe'a
"- W porządku - odpowiadam. - Powiedz mi o tej lali.
- Ona nie jest lalą.
- Powiedz mi o tej kobitce, damulce, panience.
- Jesteś okropny, wiesz?
- Wiem.

--> Przyjaciel Lei (tak, gej i on chyba jako jedyny nic nie widzi...)
"- Gabe Cabrera to chłopak twoich marzeń? - pyta Lea.
- O tak, zdecydowanie! Jest wyjątkowy. Jeden z moich współlokatorów na pierwszym roku mieszkał na tym samym piętrze co on, więc czasami się spotykaliśmy. Pewnego dnia ze mną flirtował - przechwalam się.
- No, no!
- Jest naprawdę uroczy. To typ atakujący z zaskoczenia. Nie wiesz, że jest homoseksualistą, aż nagle pojawia się znienacka i wszystko jasne: to GEJ!"
--> Dwoje uczniów z klasy głównych bohaterów,
"Dlaczego Wielka Stopa i Żyrafa zawsze zajmują krzesła obok mnie? (...) Męczy mnie odgrywanie przyzwoitki, podczas ich dziwnego rytuału łączenie się w parę. Porozmawiajcie w końcu ze sobą!"
--> Baristka ze Starbucksa,
" Tabitha byłaby dziś bardzo radosna i wylewna, ponieważ przyszła Lea, a to oznacza, że w każdej chwili może się pojawić Gabe. I faktycznie - oto on."

 --> Wiewiórka
" Widzę chłopaka i dziewczynę. Ta dziewczyna dała mi kiedyś fistaszki. Często patrzy na tego chłopaka. On też na nią zerka. Ale zawsze spoglądają na siebie w nieodpowiednim momencie. Jednak dzisiaj popatrzyli na siebie we właściwej chwili i oboje uśmiechają się do siebie tak szeroko, że wyglądają, jakby się śmiali"

--> Ławka
" - Hej Gabe - mówią obie naraz z różnym stopniem entuzjazmu w głosie.
Jeśli zamierzacie rozmawiać z tym supertyłkiem, przynajmniej róbcie to ochoczo."

Wszyscy oni widzą to czego główni bohaterowi wstydzą się zobaczyć i jest to tak uroczo przedstawione, że brak mi słów, żeby to opisać.

Jednak realizm książki jest też po trosze jej zmorą. Po jakimś czasie miałam ochotę walić głową w ścianę i krzyczeć na cały dom : KIEDY ONI WRESZCIE PRZESTANĄ BYĆ TACY ŚLEPI?!, bo ten romans tak jak i w prawdziwym życiu posuwa się bardzo, bardzo małymi kroczkami.

Prostota tej książki porusza, a w jej bohaterach i narratorach nietrudno się zakochać, nawet jeśli są nie do zniesienia. Idealna na chwilę wolnego czasu między obowiązkami. Bawi, rozluźnia, ogrzewa... czego więcej chcieć na nadchodzące zimowe wieczory? 

Według mnie "Musimy coś zmienić"zasłużyło na 8 białych piórek.

Wiki

5 grudnia 2016

"Jak powietrze"


No wreszcie!

W końcu po prawie miesiącu mam czas, by coś napisać. Wena za mną łaziła i łaziła, a ja nie miałam dla niej czasu, ale już jej wszystko rekompensuje!

POLSKIE NEW ADULT

Zaznaczę na początek, że nie przepadam za polskimi autorkami, może prócz dwóch wyjątków, o których kiedyś wam tu napiszę, a do Polek piszących romanse mam... zerowe podejście.

Jednakże w ręce niedawno został mi włożony właśnie polski New Adult - "Jak powietrze", autorstwa Agaty Czykierdy-Grabowskiej.

"Zwykła dziewczyna, zwykły chłopak, niezwykła miłość"
Nie byłam zbytnio chętna do czytania, ale jak to ja, miłośniczka romansów miałabym pozostawić takowy na mojej półce nieczytany? Skandal. Z tą myślą zaczęłam czytać i już sam początek zdołał przyciągnąć moją uwagę.

"Nagle na pasach pojawił się człowiek. Oliwia zahamowała tak gwałtownie, że poczuła zapach palonej gumy. Chłopak zamiast odskoczyć, stanął. Trwało to tylko kilka sekund, ale dla Oliwii całe zdarzenie rozciągnęło się w czasie zamieniając sekundy w długie minuty(...) W końcu poczuła, jak samochód w niego uderza, a on upada wprost pod koła."
 Ach... Miłość od pierwszego potrącenia. Brakuje tutaj tylko tekstu "Zakochałeś się od pierwszego wejrzenia, czy mam cię przejechać jeszcze raz?". Uwielbiam takie niekonwencjonalne poznania i przyznam, że już w tym momencie książka zaczęła wkradać się do mojego serca.
Po wypadku poznajemy bliźniaki, Hanie i Kacpra, rodzeństwo Dominika - potrąconego chłopaka, i jak się okazuje to właśnie starszy brat ich wychowuje, a że ten w wyniku wypadku ma złamaną nogę Oliwia zobowiązuje się pomagać mu przez najbliższy czas.

Tutaj w sumie mogłaby się potwierdzić teoria, że "miłość" to tak naprawdę przywiązanie, przyzwyczajenie do czyjejś obecności. Dominik z każdą stroną coraz bardziej uświadamia sobie, że nie wie jak będzie wyglądało jego życie, gdy Oliwia przestanie im pomagać, a ona sama coraz bardziej boi się rozstania z bliźniakami i samym chłopakiem, którego omal nie zabiła.

"Czy to w ogóle jest normalne - myślał przerażony - że na jej widok dostaję takiego kołatania serca? Czy coś takiego nie grozi zawałem, udarem albo chorobą wieńcową? - pomyślał nieprzytomnie, a w tym czasie Oliwia wciąż z tym swoim uśmiechem, którym wywoływała u niego arytmię, kierowała się powoli do wyjścia"

Książka podobała mi się jeszcze pod jednym względem... prócz zabawnych dialogów i humoru w niej zawartego skłoniła mnie do pewnej refleksji, Często widuje w internecie romantyczne teksty typu "Czasami gdy poznasz kogoś przypadkiem, okazuje się, że już nie umiesz żyć tak jak dawniej bez tej danej osoby". Otóż nie. Przekaz książki pokazał, że można, szczególnie gdy się przypatrzy dokładnie jednemu z bohaterów drugoplanowych, ale czy się chce? Czy ma się na to siłę? Prawidłowa wersja powinna brzmieć "Czasami gdy poznasz kogoś przypadkiem, okazuje się, że nie CHCESZ żyć tak jak dawniej bez tej danej osoby" - z serii przemyśleń Wiki...

"Co widzisz kiedy na mnie patrzysz, Oliwio? - zapytał ją w myślach, nie licząc na to, że go usłyszy.Wtedy uśmiechnęła się nieznacznie, mrużąc oczy, i ni stąd, ni zowąd powiedziała:-Spokój."

No to krótko. Zakochałam się w bohaterach tej książki, w jej humorze, lekkości z jaką się ją czyta, i sposobie myślenia jaki pokazuje. Naprawdę bardzo chciałabym dać maksymalną ocenę, jednak, gdy tylko o tym myślę w mojej głowie pojawia się scena, której autorce nie wybaczę chyba nigdy, bo była ona tak banalna i tak strasznie typowa dla romansów, że na chwilę przerwała urok jaki na mnie rzuciła, ale nie zrażajcie się! To tylko kilka stron, reszta jest genialna! Z resztą może tylko ja nie lubię typowych dram zazdrości i podejrzeń zdrady.

Nie wierzę, że to piszę, ale polski romans "Jak powietrze" otrzymuje ode mnie 9 śnieżnobiałych piórek.

Dziękuję Pani Agato za przywrócenie mi nadziei w polskie romanse i trzymam kciuki za następne Pani książki! Być może będzie w nich mowa o losach bliźniaków?

Wiki

3 grudnia 2016

"Black Ice" - recenzja podwójna




Witajcie kochani!
Dziś recenzja w trochę innej formie. Przedstawiamy wam KONFRONTACJĘ!
Będzie dłuższa forma, podzielona na dwa teksty. Pierwsza część to recenzja Wiki i Sylwii - bez spojlerów. Druga pozwoli nam na popracowanie z tekstem książki. Pod lupę weźmiemy cytaty - mogą pojawić się spojlery, dlatego jeśli chcesz ich uniknąć, możesz odpuścić sobie drugą część. A teraz nie przedłużając, zapraszamy!

Część pierwsza - recenzje.

Wiki
Black ice, black ice, black ice...
Co do jasnej ciasnej oznacza black ice? Czarny lód moi drodzy. Dlaczego autorka, Becca Fitzpatrick nadała swojej książce tytuł "Czarny lód"? Nie mam pojęcia.
Być może słowo "czarny" miało nam symbolizować widmo śmierci, które czyha nad bohaterami w sumie na każdej stronie, a "lód" po prostu brzmiało groźniej niż śnieg? Ewentualnie mogłoby nasuwać myśl o zmarznięciu, bo właśnie ono grozi co drugiej postaci tej książki.

Do Black Ice zabierałam się już od kiedy tylko została wydana w 2014 roku, bo jako fanka sagi Szeptem byłam niezwykle ciekawa co autorka wymyśliła tym razem, jednak ilekroć wybierałam się po nią do księgarni... no wiadomo jak to jest. Książek mnóstwo, pieniędzy mało, to poczeka, bo to muszę mieć. Ale wracając do tematu... wreszcie ją zdobyłam, a raczej zdobyła ją moja koleżanka w prezencie dla mnie.

Przyznam szczerze, że nie jestem pewna czy słabe wrażenie jakie na mnie "Black Ice" wywarła jest wynikiem moich podniesionych oczekiwań po Patchu i Norze, czy może jeszcze innym okolicznościom, jednak zawiodłam się i piszę to z bólem serca, bo pokładałam w Becce Flitzpatrick olbrzymie nadzieje.

Zacznijmy od tego, że nienawidzę bohaterek, głupio tęskniących za byłym, które je zdradził czy porzucił, ale okey, to jeszcze bym zniosła. Natomiast jej myśl, że chciałaby do niego wrócić, sprawiła, że odłożyłam książkę na dłuższą chwilę.

Pierwsze spotkanie Masona i Britt jednak znów przyciągnęło bardziej moją uwagę, bo było tak nieprawdopodobne i tak uroczo napisane, że gdyby nie kolejne głupie myśli głównej bohaterki pewnie byłaby to jedna z moich ulubionych scen.

Po ich pierwszym spotkaniu nic nie wskazuje na to, aby ta dwójka miała się jeszcze spotkać kiedykolwiek, a jednak!

Dalej akcja posuwa się z coraz większym rozpędem, przedstawia nam nowe fakty związane z kryminalnym wątkiem książki, który swoją drogą był dość przewidywalny oraz pozwala naszym bohaterom na dowiedzenie się wiele o sobie samych, aby wreszcie zepsuć to ciężko zbudowane dobre wrażenie w ostatnim rozdziale i epilogu.

Naprawdę chciało mi się płakać, gdy widziałam jak z niebezpiecznego Masona z zarostem i dzikim spojrzeniem, staje się on swoją, według mnie, mniej atrakcyjną wersją.

Niedawno pisałam recenzję "November 9". Pisałam, że zawiera w sobie naukę przebaczania. No cóż. "Black Ice" chyba również miało w sobie ją mieć, ale chyba coś nie wyszło, bo przesłanie książki mówi bardziej "Jak człowiek ma powód, by robić złe rzeczy to zasługuje na wybaczenie". Przepraszam bardzo, ale do mnie to nie przemawia.

Chciałabym wspomnieć jeszcze o multum rzeczy, w tym między innymi o epilogu, na który jeszcze przyjdzie zaraz czas i kilku wstawkach, które doprowadziły mnie do białej gorączki, ale z tym poczekam na Sylwię.

Ode mnie "Czarny lód" dostaje 5 białych piór.


Sylwia
Dziękuję Wiki za oddanie... głosu? Pióra? Klawiszy? :D
Nie ważne! Przejdźmy wreszcie do mojej opinii.
Wiecie co? Zanim napisałam tu choć słowo, wzięłam prysznic, zrobiłam herbatę, pooglądałam sobie słodkie kotki i zagubiłam się w internetach. Wszystko po to by ostudzić moją wściekłość, którą obudziła we mnie Wiktoria swoją recenzją bo przypomniała mi o wielu rzeczach, i która wzrosła jeszcze bardziej gdy znów wygrzebałam Black Ice z odmętów mojej biblioteczki. Tak, moi kochani. Stoi od dobrych kilku miesięcy u mnie na półce, rzucona w jej najdalszy kąt, tak bym nawet tej książki nie widziała.

Ale od początku...
Od dawna polowałam na słynny Black Ice od jeszcze sławniejszej Becci. Lecz niestety, budżet nie pozwalał mi na jej zakup, a bibliotekarki jeszcze o niej nie słyszały. Nie wiedziały nawet, czy to autor pod dziwacznym pseudonimem czy może jednak tytuł książki. Nie pozostało mi nic innego jak polowanie na wyprzedażach. I tak oto pewnego słonecznego dnia, jest! Za śmiesznie niską cenę stała sobie na półeczce w sklepie z okładką, która mnie zachwyciła swoją prostotą i tajemniczością. Wpatrzyłam się w to orzechowe spojrzenie i pomyślałam, że coś z tak niezwykłą grafiką musi być cudowne. Kupiłam i rzuciłam się na nią jak lew po miesięcznej głodówce...
I to był mój błąd, tak zaczęła się moja katorga. Bo gdy przewracałam kartkę za kartką, było coraz gorzej. O ile prolog i historia Lauren nie była jeszcze taka zła, a pokusiłabym się nawet o stwierdzenie, że była dobrze napisana i w miarę przemyślana, o tyle już pierwsza strona z narratorem w postaci Britt to... żart! I im dalej w las tym ciemniej.
Żart, tak! To idealne określenie w stosunku do tej książki. Zdarzają się książki złe, TYLKO dobre, przyzwoite czy tragiczne. Ale ta nie wpisuje się w żadną kategorię. Ona wkroczyła na nowy level o nazwie: ŻART.

W tym miejscu zgodzę się całkowicie z Wiki. Główna bohaterka to tragedia, wiecznie roztrzepana, myśląca tylko o sobie, swoich rozterkach miłosnych i potrzebująca wiecznego ratunku. To typ dziewczyny, którego występowanie w książce kwalifikuje ją u mnie od razu w strefie: "nie tykaj nawet kijem". Totalnie przewidywalna fabuła nie poprawia sytuacji, tak samo jest z dennymi dialogami i tymi irytującymi przemyśleniami Britt. Z każdym, dosłownie z każdym jej głupim tekstem miałam ochotę wrzucić książkę do kominka i puścić z dymem.
Jest jeszcze epilog, ten nieszczęsny epilog, który jest jak z innej książki i, według mnie, jest tak dziwaczny, że zasługuje chyba na osobny post. Bo całość, nie pozostawiłaby po sobie takiego (złego) wrażenia właśnie gdyby nie epilog.

Ale czy są jakieś plusy? Po głębokich przemyśleniach, myślę że tak. Od razu będę przyznawała piórka.
Jedno białe pióro Black Ice dostaje ode mnie za postać Masona. Na początku był naprawdę dla mnie na plus. Twardy, inteligentny, bezwzględny i tajemniczy. Później trochę "skapcaniał". Drugie białe pióro Becca otrzymuje ode mnie za formę prowadzenia opowieści. Podobało mi się to, że wątki opisane na początku książki pojawiały się na jej końcu. Naprawdę lubię ten zabieg w książkach. Trzecie białe pióro Becca dostaje za rozplanowanie miejsca akcji. W trakcie czytania zaciekawiło mnie jak te wszystkie domki i drogi są rozmieszczone. Narysowałam sobie, więc mapkę. I faktycznie wyszła w miarę logicznie co nie zdarzyło mi się przy wszystkich książkach jakie czytałam. I... to chyba tyle...

Szkoda Becco, że to tak wyszło. Naprawdę żałuję.
Zapytam, więc tylko: Becco, dlaczego mi to zrobiłaś?!?! To miało być moje pierwsze, cudowne i wciągające spotkanie z tobą! Liczyłam na tak wiele! Słyszałam o tobie i twojej twórczości tyle dobrego, a ty mnie tak zawiodłaś... Wybacz, ale zrywam z tobą Becco, to się nie uda. Nasz związek musi chyba jeszcze dojrzeć, poczekać. Przepraszam, może jeszcze kiedyś...

Ode mnie "Black Ice" otrzymuje jedynie 3 białe pióra.

Lepiej tego nie mogłaś napisać kochanie... Książka to po prostu jeden wielki ŻART / Wika

Podsumowując: co do tego "dzieła" Becci się zgadzamy. Daleko mu do Białego Kruka, którego poszukujemy. / Sylwia

Część druga - cytaty pod lupą.


"- Znowu gimnastykujesz swój język? Myślałem, że masz już dość po zeszłej nocy.
- Niech cię piekło pochłonie!"
- Wybacz, kochanie, ale już w nim jesteśmy."
O! O to chodzi! I gdyby autorka pociągnęła ten styl, i napisała Black Ice w takim właśnie zadziornym charakterze, byłoby dużo lepiej! W końcu, przecież książka ma wątek kryminalny. Czemu Becca nie pojechała po bandzie, i nie nadała książce "pazura"? Nie mam pojęcia... i bardzo nad tym ubolewam. Ten cytat pozostaje moim ulubionym! / Sylwia 

Już samo to, że twoim ulubionym cytatem jest czterozdaniowy dialog mówi dużo o samej książce :') /Wiki
"Drzewa kołysały się niespokojnie, jakby wiedziały o czymś, o czym ja nie miałam pojęcia."
Jak myślisz Wikuś? O czym to (NIESPOKOJNE) kołyszące się drzewa mogły wiedzieć? / Sylwia

Może każą jej przyśpieszyć tempa, żeby nasza kochana Britt nie spóźniła się na promocyjne wyprzedaże, lub co gorsza (!) na powrót swojego jakże doskonałego byłego! / Wiki
"Obojgu nam groziła śmierć. Taka była zimna, bezwzględna prawda. Nie zamierzałam zmarnować tych ostatnich minut, jakie być może nam pozostały. Nie chodziło tu o pożądanie. To była gwałtowna, paląca potrzeba. Gorąca afirmacja życia. Jude przyciągnął mnie mocno do siebie. Nawet jeśli sprawiałam mu teraz niechcący ból, zdawał się tym w ogóle nie przejmować. Pocałował mnie łapczywie. Byliśmy ż y w i. I to bardziej niż kiedykolwiek, choć w obliczu śmierci. - Przepraszam, że ci nie wierzyłam - wydusiłam z siebie. - Myliłam się. Popełniłam ogromny błąd. Teraz ci wierzę. Ufam ci, Jude."
Umiera, właściwie nie do końca wie gdzie jest, utknęła w lesie ze swoim porywaczem, zna go trzy dni ale kij z tym! UFA MU! W dodatki buzi na zgodę i... Nieee, ja mam dość! Pozostawię to bez komentarza. Wiki zastąp mnie... Ja idę się wypłakać do kąta. / Sylwia

Jeśli to jest zaufanie w wersji Britt to ja współczuję osobom tym zaufaniem obdarzonym, bo ona za kilka stron ucieka od niego święcie przekonana, że jest on mordercą, gdy on poluje na jedzenie DLA NIEJ. Jakby chciał ją zabić już dawno, by to zrobił, bo nie oszukujmy się, ma doświadczenie, mapę (od niej -,-) i to, że jej mówi o wzajemnej potrzebie siebie nawzajem to ściema, bo bez tej tępoty do wykarmienia zdecydowanie poruszałby się szybciej. W ogóle tak strasznie boli to, że te wszystkie "gorące" sceny nie były ani trochę gorące, tylko same ogólniki :'( Autorka w poważaniu ma potrzebę romantyzmu i dreszczyku ekscytacji niektórych nastolatek! Jeju, jeden cytat a jak się rozpisałam :o Ta książka wyzwala tyle złych emocji ... / Wiki
"Jesteście same - spytał kolega Masona - tylko wy dwie?"
Niee... koleżanka się chowa w krzakach, bo jest wstydliwa, kit, że temperatura jest poniżej zera :)) / Wiki

Jaki zawiedziony! Hah Shaun to jeden z tych czarnych charakterów, które na swój dziwaczny sposób lubię. Nie wiem dlaczego, nie wiem jakim cudem, ale tak jest. I nie zamierzam się kłócić z moim wewnętrznym diabełkiem. / Sylwia
"Shaun zmierzył mnie swymi lodowato błękitnymi oczami."
Jak ja kocham takie zwroty! (to był sarkazm) Becco serio? Taka pisarka i wciąż takie teksty? No cholera! Oczy mu zamarzły, czy co? Chociaż... Nie, stop! Możliwe, że to wina tłumacza. Czytał ktoś w oryginale? Proszę powiedzcie, że to tłumaczenie jest skopane. / Sylwia

Może gdyby przeżył ściągnęliby go do X-Man'ów jako kolegę Icemana :) Becca liczy na dodatkowy sponsoring. / Wiki
"W myślach przeglądałam wszystkie przeczytane przewodniki po górach." 
Nie oszukujmy się Britt, nie było ich zbyt wiele...  / Wiki

Cóż... Ale chyba bardziej skupiałaś się na myśleniu o swoim byłym niż na ich treści, co? / Sylwia
"- Całowałaś się z nim? - zapytał
- Z kim? - udawałam, że nie wiem o co mu chodzi.
- Czy całowałaś się z Masonem? - powtórzył dziwnie cichym głosem - Spałaś z nim, kiedy byliście tylko we dwoje w lesie?"
Oczywiście! Przecież nie ma nic bardziej podniecającego niż seks w lesie na zamarzniętych szyszkach, gdybyś nie był w tamtym momencie moim ex, pewnie byśmy cię nawet zaprosili! / Wiki

Bez komentarza... / Sylwia
"- Zatrzymałyście się gdzieś w pobliżu? - zapytał Jude, a jego twarz się rozjaśniła.
- Wynajęłyśmy domek przy plaży. Celowałam rzutkami w mapę, żeby wybrać miejsce na wakacje, i nie uwierzysz, ale padło na Van Damme."
Tępa Britt oraz Jude zamiast Masona... kumulacja! I dlatego epilog jest taki denny... / Sylwia

Wiesz co skarbie? Właśnie rozkminiłam, że Mason jest super sexi póki nie jest Judem... potem same ciepłe kluchy. Cytatu nawet nie skomentuje, bo miałam przy nim facepalm roku / Wiki 

No mówiłam, że "skapcaniał"! :D / Sylwia
"Wciąż jednak wracałem tu i wracałem, w nadziei, że tym razem cię spotkam."
A ja nadal się zastanawiam czy on żył przez ten rok w celibacie... / Wiki

A-ale Mason... WRÓĆ! / Sylwia 


Nie jest to książka na udany zimowy wieczór, chyba, że macie skłonności masochistyczne...

Wika i Sylwia


Dziękujemy za uwagę i zapraszamy do komentowania i regularnego śledzenia bloga.
Miłego dnia!