Pora na zdjęcie klapek z oczu Julio...
Recenzja zawiera spojlery dotyczące pierwszej części trylogii : "Dotyku Julii". Czytasz na własną odpowiedzialność.
Julia wraz z przyjaciółmi znalazła się w Punkcie Omega. Zamierzają oni walczyć o lepszy świat. Ale co jeśli przeliczą swoje możliwości? Nie docenią przeciwnika, a serce zacznie płatać figle?
"(...) tyk-tak, nasz czas, tyk-tak, mija. Gna do przodu w zupełnie nowym kierunku i za chwilę zderzy się czołowo z czymś innymczas wojny"
tyk
tyk
tyk
tyk
tyk
to już prawie
Tahereh Mafi nie przestaje zaskakiwać. Czytając książkę mam wrażenie, że autorka nie miała na nią nawet planu. Po prostu zaczęła pisać, a po drodze pomysły same przychodziły, koncepcje się zmieniały. Bawiła się słowami i uczuciami bohaterów i nagle bum! Powstał ten jeden wielki rozgardiasz, w którym nie sposób się nie zakochać. Co prawda ubolewam, bo tego bałaganu liter tutaj jest coraz mniej, ale jest coś co mi to rekompensuje, ale do tego wrócimy za chwilę.
"Czuję się tak, jakbym była wypchana cienkimi gałązkami, i wystarczy, że napnę mięśnie, a rozlegnie się trzask i całe moje ciało pęknie. Całe poczucie winy, gniew, frustracja, tłumiona agresja znalazły ujście i wymknęły się spod kontroli. Energia przepływa przeze mnie gwałtowniej niż kiedykolwiek przedtem i nie jestem nawet w stanie myśleć, ale muszę coś zrobić, muszę czegoś dotknąć. Zwijam palce, uginam kolana, cofam rękę iuderzam pięściąpięśćiąpięściąprostowpodłogę."
Julia musi się jeszcze wiele nauczyć. Jej moc ją wyprzedza, ucieka z klatki, gdzie była tłumiona przez całe życie. Ale jak kontrolować taką siłę?
Główna bohaterka sama nie wie, za to coraz bardziej zdaje sobie sprawę jak wielkim zagrożeniem jest nie tylko dla tych, których jej dotyk zabija, ale również dla Adama.
Adam, Adam, Adam...
Jak ja cię nie lubię.
"Nie możemy być razem. Nie będziemy razem. Nie będę ryzykowała, że mogłabym znowu go skrzywdzić, nie chcę być kimś, przed kim będzie odczuwał lęk, nie chcę, żeby bał się mnie dotknąć, pocałować, objąć. Nie chcę odbierać mu szansy na normalne życie z kimś innym, przy kim nie będzie musiał się stale obawiać, że przez przypadek zostanie zabity.Więc muszę wyciąć siebie z jego świata. Wyciąć jego z mojego."
Zwykle nie przemawia do mnie idea poświęcenia związku dla "czyjegoś dobra". Gadanie w stylu: "Nie możemy być razem, odchodzę , bo nie chcę cię krzywdzić" doprowadza mnie najczęściej do szewskiej pasji, a jednak tutaj... Tutaj myślałam, że zacznę skakać jak szalona po pokoju ze szczęścia, bo to pierwszy poważny krok w stronę tego, by Julia zobaczyła jak bardzo ona i Kent do siebie nie pasują!
Oczywiście naszej rosiczce zabijającej dotykiem zajmuje trochę czasu użalanie się nad sobą i tym podobnych, ale w sumie nie dziwię się. Zakochana nie byłam jeszcze, ale mogę się domyślać jak boli strata pierwszej miłości i to przez okoliczności, na które nie mamy zbytnio wpływu.
" I ufają Kenjiemu, kiedy on mówi, że ufa mnie.Więc teraz mogę być jedną z nich.I jaka ma być moja pierwsza misja w terenie jako członek Punktu Omega?Mam być złodziejem."
Oczywiście kto wyciąga Julię z dołka? Kenji!
Kenji to, tak jak już wspomniałam w recenzji pierwszej części, osoba, która potrafi stanąć na wysokości zadania, gdy jest potrzebna. Jest on klejem, który trzyma wszystkich w Punkcie Omega razem. Potrafi ich rozśmieszyć, gdy tego potrzebują, wesprzeć i przemówić do rozumu.
"Czasami fascynuje mnie klej.Nikomu nigdy nie przychodzi do głowy zapytać klej, jak się trzyma. Czy nie czuje się zmęczony sklejaniem różnych rzeczy albo czy się nie boi, że się rozpadną, albo czy się nie zastanawia, z czego zapłacić rachunki.To trochę jak z Kenjim.Jest jak klej. Pracuje za kulisami, dzięki niemu wszystko trzyma się kupy, a mnie nigdy nie przyszło do głowy, żeby się zastanowić, jaka jest jego historia. Co właściwie kryje się za jego żartami, sarkazmem i kąśliwymi uwagami."
^ ^ ^
A ja się nad tym zastanawiam od kiedy zaczęłam pierwszy raz czytać tę trylogię. I tak bardzo chciałabym poznać dokładniej jego przeszłość i przyszłość, że aż się serce kraja jak pomyślę, że szanse na to są minimalne.
"Ile razy - słyszę szept w swojej głowie - ile razy będziesz przepraszała za to, kim jesteś?Słyszę jak Kenji wzdycha. Wierci się na krześle. Nie mam odwagi podnieść wzroku, tylko z furią ocieram policzki, błagając oczy, żeby przestały płakać.- Musiałem zapytać, Julio. - Głos Kenjiego brzmi nieswojo. - Przykro mi, że płaczesz, ale nie żałuję, że zapytałem. To moja praca."
W tej części chyba najbardziej (zwłaszcza na koniec) widać jak bardzo Julia przez całą akcję książki
się zmienia. Jak przeinacza się jej sposób myślenia. Jak zaczyna zdawać sobie sprawę z tego kim jest. Autorka przeprowadziła tutaj bardzo ciekawy zabieg i w trakcie czytania bałam się, że polegnie, jednak wszystko to co się działo z główną bohaterką, jej myśli i czyny wyszły niewiarygodnie naturalnie. Ciekawa jestem czy Tahereh Mafi sama analizowała psychikę człowieka, czy może stworzyła charakter Julii opierając się na jakiejś realnej postaci ze swojego życia.
"Słyszę jak Warner się śmieje.Widzę, jak się uśmiecha.Ten uśmiech całkowicie go przeistacza. W jego oczach zapalają się gwiazdy, a usta się rozjaśniają. Jeszcze nigdy nie widziałam jego zębów - są równe, białe, po prostu doskonałe. Idealna powierzchowność u chłopaka o czarnym, czarnym sercu. Aż trudno uwierzyć, że ten człowiek ma krew na rękach. Wydaje się taki miękki, bezbronny, taki ludzki. Jego oczy są zmrużone w uśmiechu, a policzki zaróżowione od zimna.On ma dołeczki.To z pewnością najpiękniejsza rzecz jaką kiedykolwiek widziałam."
I tak oto dochodzimy do części rekompensaty!
Być może coraz mniej widać bałagan, który tak bardzo mnie zafascynował w pierwszej części, ale za to jest coraz więcej Warnera!
"-"Uciekaj, powiedziałam do siebie". - Warner znowu podniósł do oczu mój notatnik.- Proszę - zaczynam go błagać. - Proszę, p-przestań...Podnosi wzrok, patrzy na mnie, jakby naprawdę mógł mnie zobaczyć, zajrzeć do mojego wnętrza, jakby chciał, żebym ja zajrzała do jego wnętrza, a potem spuszcza wzrok, odchrząkuje, czyta znowu. Czyta mój dziennik."
Dowiadujemy się o Warnerze coraz więcej. Na przykład jak ma na imię. Czekałam, aby się tego dowiedzieć przez kilkaset stron i oto jest!
Zakochałam się.
Mam wrażenie, że Warner naprawdę rozumie Julię. Sam nie miał łatwego życia jak się można domyślić i z biegiem czasu główna bohaterka sama odkrywa jak wiele ich łączy. Jak bardzo czuje się sobą przy nim. Problem w tym, że zaczyna ją to przerażać. W końcu kto normalny zakochuje się w potworze?
"- Idź do diabła! - krzyczy Adam do Warnera.- To, że ja idę do diabła, nie oznacza, że ty kiedykolwiek będziesz na nią zasługiwał - mówi Warner."
Tak naprawdę to chyba jedyny trójkąt miłosny, który tak lubię, mimo, że mnie wkurza. Bo mimo wszystko Adam był tutaj czynnikiem kluczowym, tak samo jak Warner. Bez Adama Julia nie wydostałaby się z rezydencji Warnera, nie poznała Kenjiego, Punktu Omega. Cała akcja książki straciłaby sens. Znaczenia mojego ulubieńca chyba nie muszę tłumaczyć, ale dla tych mniej świadomych, powiem tylko : to on jest tutaj siłą napędową!
"- Odbyłem właśnie rozmowę z niejakim (...) Warnerem, który twierdzi, że może pani dotknąć bez żadnych konsekwencji i że pani jest tego w pełni świadoma.Ale numer. W wieku 17 lat umarłam na udar."
Dla tych, którzy przeciw Warnerowi, zaraz zaczną mi powtarzać, że oni nie mogą być razem, bo Julia zabije go dotykiem : ON JĄ MOŻE DOTKNĄĆ!
Taak... Byłam w raju jak się o tym dowiedziałam. Gorzej oczywiście przyjął to Adam, ale mniejsza z nim.
"On jest w pani zakochany - szepcze Castle, jakby właśnie doznał olśnienia. Śmieje się głośno, krótko. Kręci głową. - Uwięził panią, a przy okazji się w pani zakochał."
Pisząc to szczerze się jak głupia. Jak widać nie tylko jak dostrzegam tutaj niektóre rzeczy. Castle - mój ziomek.
IGNITEhell is empty
and all the devils are here
Wstrząsające jest to, jak wiele może nam powiedzieć o kimś zwykły napis, bądź rysunek, znajdujący się na ciele. Tutaj te (nie)zwykłe napisy szarpią za duszę.
"- Zawsze można uniknąć zabijania ludzi, Warner. Można tego uniknąć, unikając wojny.Ale on tylko uśmiecha się zniewalająco, zupełnie nie słuchając tego, co mówię.- Uwielbiam, kiedy wymawiasz moje imię - mówi - Nawet nie wiem dlaczego- Warner to nie jest twoje imię - zauważam. - Masz na imię Aaron.Jego uśmiech się rozszerza, jest taki szeroki.- Boże, uwielbiam to.- Swoje imię.- Tylko wtedy, kiedy ty je wymawiasz.- Aaron? Czy Warner?Jego oczy się zamykają. Opiera głowę o ścianę. Dołeczki."
^ ^ ^
Powyższy moment jest chyba jednym z moich wielu ulubionych. Ich rozmowy są tak rozbrajające, że czasem nie wiem czy śmiać się czy płakać.
"Tak - mówi, przełykając ślinę. - Tak mówiłem. Chcę być twoim przyjacielem. - Kiwa głową, a ja rejestruję nieznaczny ruch powietrza między nami. - Chcę być tym przyjacielem, w którym się beznadziejnie zakochasz. Tym, którego weźmiesz w ramiona i do swojego łóżka, i do osobistego świata w swojej głowie. Takim przyjacielem chcę być - mówi. - Takim, który zapamięta rzeczy, które mówisz, kształt twoich ust, kiedy je mówisz. Chcę znać każdą krzywiznę, każdy pieg, każde drżenie twojego ciała, Julio..."
Gdzie szukać sadysty romantyka o skłonnościach autodestrukcyjnych? Chyba wyruszę do psychiatryka.
Muszę przestać nawijać o Warnerze. To się robi obsesyjne...
Porozmawiajmy o pogodzie.
Zapomniałam tylko, że świat, w którym mieszkają bohaterowie nie ma w tej sprawie zbyt wiele do powiedzenia. Jest zniszczony. Przez ludzi. Przez nas.
"Wiadomość z nieba jest czytelna: miarka się przebrała."Miarka się przebrała i teraz spotka was kara. Zapłacicie za krew, którą przelewacie strumieniami. Nie mogę dłużej stać z założonymi rękami, już nie. Zniszczę was!", mówi do nas niebo."Jak mogliście mi to zrobić?", szepcze wiatr."Ja dałem wam wszystko"."Nic już nigdy nie będzie takie jak kiedyś"."
Smutne jest, że jeśli ludzie naprawdę nie zaczną dbać o otaczający nas świat możliwość, że natura sama nas zabije w zemście jest bardzo realna. Bo taką rzeczywistość widzimy w książce. Koniec już się zaczął. Ludzie sami go zaczęli i dokąd ich to zaprowadziło?
"Zawsze czułam się tak, jakby musiała chronić Adama przed samą sobą, przed koszmarną historią, jaką jest moje życie. Zawsze bałam się go przerazić albo powiedzieć mu zbyt wiele - ze strachu, że się zorientuje, jaką popełnił pomyłkę, ufając mi i obdarzając mnie uczuciem.
A przed Warnerem niczego nie muszę ukrywać."
W skrócie.
Sekret Julii dotrzymuje tempa pierwszej części. Akcja toczy się z jeszcze większym rozpędem, humor przychodzi, gdy się najmniej spodziewamy, a emocje wylewają się z każdej strony, z każdego zdania, z każdego słowa, z każdej litery...
"Może widzą to, co ja widzę w tej
chaotycznej, zamglonej perspektywy. Rozpacz, cierpienie, sposób, w jaki
na mnie patrzy - jakby miał umrzeć, jeśli ja umrę.
I przychodzi mi do głowy, że to ciekawy prezent pożegnalny od świata.
"Sekret Julii", tak samo jak jak poprzednia część trylogii o Julii dostaje ode mnie oznaczenie BIAŁEGO KRUKA. Nic nie poradzę, że tyle rzeczy tutaj uwielbiam...
Zapraszam na obecną już recenzję "Daru Julii".
Wiki

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz