19 grudnia 2016

"Kłamca"


Kłamca, kłamca, kłamca...
To słowo odbija się w moim umyśle cichym echem już od kilku lat. Nienawidzę tego słowa jak i ludzi, których można nim określić. A to ze względu na nieprzyjemny okres w moim życiu, w którym otaczali mnie praktycznie sami kłamcy. Od tamtego czasu nie toleruję kłamstw. Sama też nie kłamię, i choć często sprawia mi to wiele kłopotów, bo ludzie nie są przyzwyczajeni do szczerości (dlaczego?) i nierzadko odbierają moją szczerość jako zwyczajne chamstwo, to przestałam się tym przejmować. A od kłamców trzymam się z daleka ale...
No właśnie - ALE! Przyznaje się bez bicia, że jest jeden Kłamca, którego pokochałam całym serduszkiem. :D
 ODKĄD NIE MA BOGA, ANIOŁY NIE GRAJĄ FAIR.
Valhalla legła w gruzach. Loki, adoptowany syn Odyna, patron oszustów i zdrajców, staje po stronie trumfujących zastępów pańskich. W świecie, gdzie zbłąkane, mitologiczne bóstwa bratają się z piekielnymi demonami, jego usługi są dla Niebios bezcenne.

Loki staje się anielskim chłopcem na posyłki. Tak przynajmniej sądzą archaniołowie... On ma własne plany.

Są na tym i tamtym świecie sprawy, których nie da się załatwić z aureolą na głowie.
Tak przedstawia się opis z tyłu książki. Intrygujące, prawda? :D
Szczególnie zdanie wytłuszczonym drukiem. Bo to właśnie to zdanie skłoniło mnie ostatecznie do kupna tej książki. No i oczywiście ten nagłówek... Dziwny, niejasny, troszku niepokojący. Byłam ciekawa co też takiego ta książka ma w sobie, że posiada tak dziwaczny i mroczny opis, i dlaczego zyskała w polskiej fantastyce taki rozgłos.
- Zawiadomiłem o wycieku. - Loki wzruszył ramionami. - I poczekałem z wybuchem, aż gość się zbliży. Czy to podchodzi pod nieumyślne?
- Jesteś potworem!
- Tak - zgodził się Kłamca. Sięgnął pod siedzenie i wyciągnął nadpaloną księgę. - I to sprytnym. Jak myślisz, ile da mi Michał za, powiedzmy, jakąś połowę jego listy?

Przyznam szczerze, że nie oczekiwałam od tej książki... "cudów", że tak to ujmę. Podeszłam do tej pozycji raczej z dystansem, a to z kilku powodów.
Po pierwsze "Kłamca" to dzieło polskiego pisarza Jakuba Ćwieka, a osobiście nie czytam za wiele z rodzimej literatury. Sparzyłam się kilka razy i teraz jestem ostrożna. Po drugie książka jest mega krótka. Całość ma niecałe 270 stron. Zazwyczaj nie sięgam po tak krótkie tytuły. Ledwo zacznę książkę, a ona już się kończy... Nie, jak dla mnie zdecydowane NIE. Po trzecie, jak się okazuje już po przeczytaniu kilku stron, książka to tak naprawdę zbiór opowiadań. Widząc to trochę zwątpiłam w to, że dotrwam do końca, ponieważ zbiór opowiadań to najbardziej znienawidzina przeze mnie forma, w której może być napisana książka. Ale pomyślałam: "Spokojnie Sylwia, powoli. Daj jej szansę. I tak przez najbliższy tydzień nie będziesz miała nowych książek. Biblioteka w remoncie, a zamówienie dopiero spakowali. Podejdź do tego na luzie, fotel, kocyk, kubek gorącej mięty i cały wieczór w spokoju z książką."
Nie może być nic prostrzego - myślał - niż ograć anioła w pokera na parę piór.
Dopiero po pół godzinie spostrzegł, że przeoczył mały szczegół - oni czytają w myślach.

I wiecie co? Wstyd mi teraz, że na początku tak potraktowałam tą książkę!
Z każdym kolejnym opowiadaniem Ćwiek, jego styl pisania, humor oraz cięty język coraz bardziej wkradały się do mojego serca. Pokochałam postać Lokiego. Jest jedyny w swoim rodzaju. Łobuzerski, przebiegły, sprytny, nie uznający zasad Nieba, działający niekonwencjonalnie. Po prostu uwielbiam takie postacie w literaturze. W tym wszystkim pojawiają się inni, równie wyraziści, bohaterowie. Michał przedstawiony jako, delikatnie mówiąc, bezkompromisowy, potężny furiat z mieczem i ognistym tatuażem, a także tajemniczy i milczący Rafael, to idealne dopełnienie tej dziwacznej ale świetnej konstrukcji. Trzeba też wspomnieć o tym, że Ćwiek nie boi się brutalnych scen czy wulgaryzmów. To fakt, występują tam one, ale bez obaw! Są na tyle sprytnie poprowadzone i zrównoważone odpowiednią dawką humoru, że nie narzucają się i nie rażą po oczach, a jedynie dodają fajnego "pazura" całości. Do tego umiejętnie poprowadzone przez Jakuba Ćwieka dialogi dodają tego "smaczku", sprawiając, że czytelnik cały czas czuje niedosyt i chce więcej. Ale nie ma tak dobrze... Pamiętacie co pisałam? Książka ma ledwie 270 stron, co jest jej ogromnym minusem. Całe szczęście, że są kolejne części, których jestem niezmiernie ciekawa. :D
- Czego, kurwa?! - warknął.
Loki uśmiechnął się.
- Potrzebne mi twoje ubranie, broń... i motor - odparł.
- To bierz i spierdalaj! - motocyklista odwrócił się na drugi bok, zaraz jednak, po raz kolejny kopnięty, wrócił do swojej poprzedniej pozycji.
- Daj mi spać, człowieku - w przepitym głosie słychać było błagalną nutę. Kłamca przykucnął obok i złożył ręcę, opierając łokcie na kolanach.
- Zapomniałes się rozebrać - przypomniał.
Muszę was też ostrzec. Jeśli sięgając po tę książkę macie w głowie obraz Lokiego, którego przedstawił nam Marvel oraz spokojnych, dobrych Aniołów, których znamy z religii... radzę wam dobrze, ZAPOMNIJCIE WSZYSTKO CO O NICH WIECIE.

Podsumowując: książka bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła. Ma wiele odniesień do mitologii nordyckiej lecz pojawiają się tam również elementy mitologii egipskiej oraz wątki ze współczesnej literatury bądź kina. Postacie są dobrze wykreowane i każda z nich ma swój niepowtarzalny charakter. Mimo tego wszystkiego Ćwiek wciąż nie przekonał mnie do tej formy książki jaką jest zbiór opowiadań. To dla mnie duży minus. Po prostu nie lubię zbiorów i póki co tego się trzymam bo nie znalazła się jeszcze książka, która by mnie do nich przekonała. Kolejnym minusem jest to, że książka jest bardzo krótka ale o tym już pisałam nie raz, więc po prostu przejdę do oceny.

"Kłamca" otrzymuje ode mnie 7 białych piór.

Sylwia

Dziękuję za uwagę i zapraszam do regularnego śledzenia bloga oraz komentowania.
Miłego dnia!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz