Ta książka rozdarła moje serduszko na milion malutkich kawałeczków, które skrzętnie zbieram do dziś, a kaca książkowego leczyłam kilka dni, więc ostrzegam, może szkodzić wrażliwym osobom!
Mam na myśli tu, chyba bardzo dobrze wszystkim znaną pozycję dla nastolatek: Trzy metry nad niebem Frederico Mocci.
Babi to spokojna dziewczyna z dobrego domu, pilna uczennica, córeczka rodziców. Step jest jej zupełnym przeciwieństwem, niegrzeczny chłopak, nadużywający przemocy, uwielbia nocną jazdę motorem i niebezpieczeństwo. Pewnego dnia ich drogi się krzyżują. Każde z nich z tej znajomości wynosi coś innego.
Oczywiście, jak to bywa w romansach, łączy ich miłość, ale to jaka! Osobiście uwielbiam ich związek, a jeszcze bardziej pokochałam Stepa, za cały jego sposób bycia, ale też wyjątkowy stosunek do Babi. To, jak wiele dla niej zrobił, jak się poświęcił i jak bardzo się dla niej starał jest cudowne i niebywałe! Kiedy teraz o tym myślę, od razu chce mi się uśmiechać i jest mi cieplutko na serduszku. Najprościej mówiąc, Stefano to chłopak marzeń dla niejednej nastolatki.
Nie zapominajmy jednak o Babi, bez której przecież nie było by tej historii, a ją również bardzo polubiłam. Niby taka rozsądna dziewczynka, zawsze poukładana, ale jednak potrafiła się poświęcić i zaryzykować dla Stepa, przy nim zasmakowała też innego życia. Mimo że na końcu wyzywałam ją od najgorszych i miałam ochotę porządnie jej przyłożyć, to oceniam tę postać na plus.
Żeby już nie rozwodzić się na temat postaci, których było w tej książce od groma, wspomnę tylko o Pollu, czyli przyjacielu Stepa, którego uwielbiam za poczucie humoru i to, że był tak świetnym przyjacielem.
Głównym tematem tej książki jest rozwijająca się miłości dwóch głównych bohaterów. Ich historia jest przepiękna, właśnie przez to, że życie tych dwojga znacznie się od siebie różni, a mimo to są gotowi wiele dla siebie zrobić
Pierwsze 100 stron, niestety ale "wymęczyłam" i dosyć długo czytałam, jednak dalszą części pochłonęłam jednego dnia, była przecudowna i nie mogłam się oderwać. Jak już wcześniej wspominałam, w tej historii występuje masa postaci i na początku miałam problem żeby się połapać kto jest kim, ale później dałam radę.
Na koniec wspomnę jeszcze o zakończeniu, które złamało moje serduszko, jednocześnie płakałam jak bóbr i się złościłam. Dawno żadna książka nie wywołała we mnie aż takich emocji.
Oczywiście jeszcze ocenka. Z czystym sumieniem polecam wam "Trzy metry nad niebem", naprawdę świetna książka, i daję jej 9/10 Białych piór. Beata

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz